poniedziałek, 14 października 2013

Four



notka na dole: ważne


-Del Russo?!- podniosłam się z fotela i posłałam Justinowi
złowrogie spojrzenie.- nikogo nie zabijaj tymbardziej jego!- syknęłam mu w twarz.
Justin spojrzał na mnie skrzywiony i w jego oczach szalała złość. Ups.
Wstał i zacisnął pięści po bokach swojego ciala.
-Bo? Czemu mam go nie zabijać i czemu miałbym ciebie słuchać, huh?
-Ponieważ znam go bardzo dobrze i nie pozwolę, żeby coś mu sie stało.
-Kto to dla ciebie jest, hym? Twój chłopak?- parsknął.
-Bardzo bliska mi osoba, co cie to nawet interesuje?! To nie twój pieprzony biznes.
-Wyluzuj, shawty.- uniósł ręce w górę w geście obronnym.- Mów mi kto to, albo pożałujesz.
-Ogarnij się człowieku, nic ci nie powiem.- wysadziłam przez zacisniete zęby.
Chłopak podszedł do mnie i umieścił swoją dłoń na mojej ranie.
-Auu, puśc!- zacisnął uścisk na ramieniu co spowodowało, ze rana zaczęła mnie piec.
-W takim razie mów.- uniósł brew i rozluznił ścisk.
-Rodger.. t-to..- zająkałam się.
-Kto, do cholery?!
-To mój wujek - powiedziałam cicho.
- Kto kurwa?!- wydarł się, a ja schowałam twarz w swoich dłoniach.
-Czasami zdaje mi sie, ze jesteś głuchy.- mruknęłam. -Tak, to moja rodzina.
-No zajebiscie.- Justin mruknął pod nosem i chwycił sie za końcówki włosów, chodząc w kółko po salonie.- Lepiej być nie mogło.- pokrecił głową zaciskając wargi w cienką linię.
Usiadlam na kanapie i nerwowo rozglądałam się po mieszkaniu wystukując nogą w podłogę.

Rodger PoV

-Ja pierdole gdzie ona ma być?- warknąłem uderzając piescią w stół.- Naprawdę, jej nie widziałeś?
-Nie.- powiedział rozpaczliwie Patrick. Było mi go szkoda, widząc go w takim stanie, ale wiedzialem, ze jest silny.
-Kto mógłby ją zabrać?- zapytałem i wstalem, chodziłem po pokoju myśląc o tym, gdzie Sophie mogłaby być.
-A może jest u znajomych czy coś?
-Nie, byłem u wszystkich. Zresztą, to jest juz 3 dzien, wrocilaby jeszcze tego samego dnia w nocy albo następnego z rana, znam moją córkę.- mruknął układając papierosy na biurku i odpalając jednego.
Wsunał go między wargi i zaciągnął się dymem.
-Cholera.- przebiegłem palcami po swoich ciemnych włosach.- a może ma wrogów, chłopaka, nie wiem?
-Nigdy nie rozmawiałem z nią na ten temat, nie wiem, naprawdę!- wymachiwał rękoma.
-Nie bedziemy w to mieszać policji, to wiem na pewno. Psy jeszcze coś wywęszą a tego nie chcemy.
Chodziłem wzdłuż długości salonu i rozmyślałem intensywnie o miejscu pobytu mojej bratanicy.
Przystanąłem przy ścianie i oparłem się o nią.
-Dzwoniłeś do jej matki?- spojrzałem na niego.
-Do tej ćpunki?- parsknął.- nie mam po co, ona nawet nie pamięta co robiła kilka godzin temu a co dopiero czy jej własna córka jest u niej.
-To zadzwoń. Tak profilaktycznie. Żeby sie upewnić.
Patrick wyjął telefon i poszedł w stronę balkonu, podczas gdy ja nalałem sobie do szklanki brandy i sączyłem ją a przez głowę przebiegały mi różne myśli. Co jeśli coś sie jej stało? Nie przezylbym tego. To ja wpakowałem całą naszą rodzinę w ten gang, ale cóż. W tych czasach pieniądze są trudne do zdobycia a każdy z nas chce żyć na poziomie i pozwalać sobie na różne przyjemności. W domu rodzinnym zawsze czegoś brakowało, nigdy nie mieliśmy wszystkiego, dopiero gdy wyprowadzilismy sie na swoje, trzeba było żyć po swojemu i zdobywać jakiś hajs. I wtedy wplątałem się z Patrickiem w gang narkotykowy. Patrick poznał w tej branży matkę Sophie, Jessice. Dziewczyna była wspaniała, sam sie w niej podkochiwałem. Ale narkotyki ściągnęły ją na dno. Zostawiła ich, jego z dzieckiem, Sophie bez matki. To były dla nich trudne czasy.
Do pokoju wszedł moj brat.
-I?
-Nie ma jej u niej.- wzruszył ramionami.- o dziwo, nie była naćpana. Nie mowilem jej, ze Sophie zaginęła, po co ją martwić.
-Okay.- wypusciłem powietrze z płuc. - Jenna tez jej nie wid..- zatrzymałem sie w zdaniu.- Zaraz..- podrapałem sie po głowie.- Byłem w piątek w klubie i wtedy zdaje mi sie, ze zauważyłem jednego z Angelsów, Jake'a.
-O kurwa.- Patrick zacisnął pięści.- czyli wrócili do miasta.
-Mogą mieć coś wspólnego z porwaniem..
-Wiemy na pewno, ze to porwanie?
-Tak, teraz tak.- pokiwałem głową.- to ich sprawka, jestem tego pewny.
-Więc, co robimy?
-Wsiadaj do auta. Jedziemy do ich domu.- zmrużyłem oczy i wyjałem kluczyki.

Justin PoV

Wziąłem głęboki oddech i usiadlem na kanapie przy Sophie.
-On wie ze tu jesteś? Kontaktowalas sie z kimś od kiedy jesteś tutaj?
-Nie.- mruknela i usiadła obok mnie przebierając nerwowo rękoma.
-Zdaje mi sie ze juz i tak sie zorientowali.
-Zorientowali?
-Jest ich dwójka, mylę się?
-Nie wiem o czym mówisz.- powiedziała cicho.
-Klamiesz mnie.
-Nie kłamie! Mówię prawdę!
-Zacznij mówić tą cholerną prawdę. Wiesz o wszystkim!
-Nie, nie wiem. Wiem tylko trochę.. a to nie wszystko.
-Czyli, co wiesz?
-Czy ja jestem na przesłuchaniu?-warknęła.
-Traktuj to sobie jak chcesz.- wzruszyłem ramionami.- masz mi to powiedziec, bo takim zachowaniem utrudniasz mi wszystko.
-Więc.- westchnela.- wiem, ze Rodger i mój ojciec Patrick są w jakimś gangu. Wcześniej nie wiedzialam ze wy i oni.. ze nienawidzicie sie czy coś. Pierwszy raz to słyszę.
-Kurwa.- wychrypiałem.- lepiej trafić nie mogłem.
Pokręciła głową i oparła sie o oparcie kanapy.
-Na początku nie ty mialas być porwana, tylko Jenna.
-Jenna to dziewczyna Rodgera, z tego co kojarze.
-I dobrze kojarzysz.- warknąłem.- tamtego wieczoru, zgubiłem ją w tłumie i wziąłem ciebie zamiast jej. A teraz kurwa narobiłem sobie jeszcze większych problemów.- kopnąłem w stół a on odsunął sie kilka metrów dalej.
Drzwi wejściowe otworzyły się i do środka weszli chlopacy.
-Co sie tu dzieje?- mruknął Luke patrząc sie na mnie a potem przeniósł wzrok na moja broń na stole.- co ty odjebałeś?
-Postrzelił ją.- Jake podszedł do Sophie i spojrzał na jej ramię.
-Czy ty jesteś normalny?! Dziewczyna mialabyc nie tknieta.- Luke podszedł do mnie i uniósł mnie za kołnierz tshirtu.
-Delgado, pizdo zostaw mnie.- warknąłem i odepchnąłem go. - teraz mam wazniejsze sprawy na głowie.
-Więc co do kurwy sie dzieje?- Chris usiadł jak pozostali na kanapie i spojrzał sie na mnie.
-Ona.- wskazałem na Sophie, która siedziała przerażona.- to bratanica del Russo i córka Patricka.- ścisnąłem końcówkę nosa spuszczając głowę w dół.
W powietrzu słyszałem tylko ich głośne oddechy.
-To prawda?- Chris spojrzał na nią.
-T-tak.- odpowiedziała prawie nie slyszalnie.
-Ja pierdole!- Jake wstał i uderzył pięścią w ścianę.- jesteśmy skończeni.
Wyjąłem z kieszeni papierosy i odpaliłem jednego, chodziłem nerwowo wzdłuż pokoju a w moich uszach zabrzmiał dźwięk podjeżdzającego pod dom samochodu.
-Musimy coś zrobić!- warknął Chris.
-Za późno..- mruknąłem opierając się o ścianę.- już tu są.
-Ja cie kiedyś zabije, gnoju.- Morgano włożył broń za pasek i podszedł do drzwi i otworzył je a naszym oczom ukazał sie Rodger z Patrickiem.

Sophie PoV

-Dawno was nie widzielismy.- Luke powiedział do nich z wyczuwalnym sarkazmem na conajmniej kilka kilometrów. Ha.
Wiedziałam, ze to dopiero poczatek. Na pewno kończący sie strzelaniną. Siedziałam tam, na kanapie składając swoje myśli w całość. Nie chciałam wsypać Justina i jego gangu, bo wtedy to ja byłabym martwa. A chce jeszcze cieszyć sie życiem przez jakis czas. Opracowywałam strategię, słysząc głośne głosy i westchnienia to Luke' a lub Jake'a poprzedzone jakimś długim przemówieniem mojego ojca. Czy bałam sie Justina? Tak, bałam. Ale teraz walczyłam o to, żeby po wyjściu Rodgera, nie leżeć pod jakims samochodem albo z nożem w głowie.
Wstalam i podeszlam do Justina, obejmując go jedną ręką w pasie. Spojrzał na mnie zdezorientowany.
Mój plan działał.
-Sophie?!- mojemu ojcu prawie nie wyszly oczy, patrząc na nas.
-Co?- warknęłam.
-Jakim prawem ty tu jesteś i.. czemu go obejmujesz?! On cie może zabić w każdej chwili!- warknął i pociągnął mnie za ramię.
-Zostaw mnie!- wyrwałam mu sie.- jedyna osobą, przez która prawie zostałam zabita to ten wasz gang. Justin mnie uratował, bo jeden z waszych wrogów postrzelił mnie, a on mnie znalazł.- wskazałam na Justina.- to wy robicie mi ciągle problemy! Nie mogę mieć swojego życia?!
-Sophie, nie wiesz co mówisz.- powiedział Rodger, który już kipiał złością.
-Ja nie wiem co mówię, ja?! Kto mnie codziennie naraża na niebezpieczeństwo bo tkwi w jakimś gównie?
-Bieber i jego ekipa są tacy sami- zmrużył oczy.
-Nie nie sa, uratowali mnie. Więc nie wiem po co tu jesteście, jestem bezpieczena, idźcie jeśli macie tu tak stać.- warknęłam.- wasze pieniądze czekaja na policzenie, no dalej! Jesteście dla mnie nikim, ja nie mam ojca, nie mam!
Mojemu ojcu opadła szczęka, podobnie jak Rodgerowi. Justin chyba zrozumiał o co mi chodzi i powiedział do nich.
-No dalej, nie słyszeliście co powiedziała? Nie chce was tu widzieć.
Spojrzałam w podłogę i odwróciłam się. Poszłam na taras zostawiając ich tam przy drzwiach. Po jakiś 5 minutach drzwi zamknęły sie a chłopcy energicznie dyskutowali w salonie. Pewnie zdziwiło ich to moje zachowanie. Ale w sumie, powinni się cieszyć, bo uratowalam ich marne tyłki. Jednak wiem, ze skrzywdziłam mojego ojca mówiąc mu takie rzeczy. Nie powinnam być taka ostrą dla niego, wychowuje mnie sam, mam ciężki charakter a teraz dobiłam go jeszcze bardziej, broniąc zupełnie obcą mi osobę, która nie dosc, ze mnie porwała, to postrzeliła. Uroniłam kilka łez, jednak szybko je starłam, nie chcąc, żeby któryś z nich widział, ze płacze. Zgrywam silną i twardą dziewczynę, ale czasami moja 'skorupa' pęka i wtedy jestem płaczącym gównem.
-Mogę?- odwróciłam głowę do tylu i ujrzałam Justina, który opierał sie o drzwi na balkon.
Wzruszyłam ramionami a on stanął obok mnie.
-Nie wiem, czemu to zrobilas, ale dziękuję.
Mruknęłam pod nosem.
-Zrobiłam to, bo chce żyć.-zacisnęłam wargi w cienką linię.
-Przykro m-
-Przykro ci? Naprawde? Jest ci przykro? Powiedz mi, kurwa jak może byc ci przykro?! Porywasz mnie z klubu, nie wiedząc kim jestem, przetrzymujesz w swoim domu, jeśli coś ci sie nie podoba wydzierasz sie na mnie, uderzasz mnie a i przepraszam bardzo zapomniałabym, postrzelasz mnie bo chce stąd uciec do domu! Naprawdę jest ci kurwa przykro?- nawet nie zorientowałam się, kiedy to przerodziło sie w krzyk a po policzkach splywały mi łzy.
-Sophie, ja-
-Co ty?! Powiedz mi czego ty jeszcze ode mnie chcesz?! Ile mam tu siedzieć?! Przez ciebie, przez to gówno, zmieszałam mojego ojca z błotem, mało ci jeszcze?!
-Przepraszam.
-Za co ty chcesz mnie przepraszać, sko- nagle poczułam jak moje zimne wargi stykają się z jego cieplymi ustami. Przyciągnął mnie do siebie, przez co nie mogłam go odepchnąć. Wyrywałam się od niego.
-Czasami za dużo mówisz skarbie.- mruknął oblizując swoje usta i puszczając mnie.
-Idiota.- wycedziłam przez zęby i uderzylam go otwartą dłonią w policzek i skierowałam się do drzwi.
-Gdzie sie wybierasz?!- warknął idąc za mną i po chwili byłam przygnieciona przez niego do ściany domu.
-Mógłbyś mnie w końcu zostawić?- mruknęłam nie podnosząc na niego wzroku. Był na mnie zły. Dobra, zły to mało powiedziane, bo przed chwilą przywaliłam mu w twarz.
-Mogłabyś w końcu nie być taka święta? To co powiedziałaś do ojca, było nie w twoim rodzaju, ale.. spodobało mi się to. Zacznij być taka zbuntowana na codzień, to twoje nocne marzenia sie spelnią.
Parsknęłam.
-Przestań żartować, Bieber. Za nic w świecie, się z tobą nie prześpie. Idź do swojej dziwki, jestem pewna, że pozwoli ci się odstresować.- mruknęłam i wyminęłam go wchodząc do salonu.
-Zobaczymy, Lyndon, Zobaczymy.

__________________________________________________

Jest duzo wyswietlen rozdziałów, okolo 30-40 na rozdział, więc chcialabym, zeby każdy, KAZDY kto czyta to opowiadanie, SKOMENTOWAŁ, chociażby kropką, emotką, czy czymkolwiek, zalezy mi na tym, chce wiedzieć ilu z Was to czyta :) 

hej! 
jak tam wrażenia po #AllThatMatters?
ohewihfwlkhlukhfkwflewg podoba mi się bardzo
ahhhh nie zgadliście co do tego, kim mogłbyć del Russo.
do zobaczenia w 5 rozdziale :)



EDIT: jak pewnie większość z was zauwazyla, rozdzialy bedą pojawiać się w poniedziałki i piątki, co jest powodem no cóż, chodzenia do szkoły, lmao. 

EDIT2 to jak już sie tak rozpisałam, to widzieliście? 
imprezowicz 

Aga xxxx

16 komentarzy:

  1. kocham po prosu masz talent kobieto <3333

    OdpowiedzUsuń
  2. ha! jestem pod wrazeniem rozdzialu, awww moje uczucia, pocalowali sie *.* co prawda ona nie chciala ale i tak to jest takie słodkie :) czekam na nastepny ~ Martyna xoxo

    OdpowiedzUsuń
  3. pisz to dalej bo masz talent naprawde.!

    OdpowiedzUsuń
  4. wow, idealny rozdział a koniec najlepszy! <3

    OdpowiedzUsuń
  5. hshaagagagsudeubwvsbsmkao jezusie umieram

    OdpowiedzUsuń
  6. JEZUUUU Uwielbiam to opowiadanie! <3 I D E A L N E. Czekam z niecierpliwością na następny xx

    OdpowiedzUsuń
  7. zgon *-* jak zawsze przy czytaniu twojego bloga. juz nie moge sie doczekac nn :*

    OdpowiedzUsuń
  8. jezu zgonuje przy twoim ff, jest świetne, kiedy nn?:)

    OdpowiedzUsuń