Sophie PoV
-Wiem!- stanęłam na nogi i otworzyłam okno na oscież. Ucieczka była banalna ale to było jedyne co wymyśliłam. Z tego co sie orientuje, jestem właśnie na południowym koncu miasta. Stąd niedaleko jest przystanek i bez problemu dostanę sie do domu.
Przeniosłam obie nogi poza okno i teraz stałam na dachu. Miałam jakieś 2,5m w dół.
-Sophie, uda ci się.- myślałam. Miałam bowiem lęk wysokości.
Postawiłam nogę na krawędzi dachu. Rozglądnęłam się w obie strony i z prawej strony ujrzałam rynnę, z której mogłam zsunąc się wprost na dół. Przeszłam odrobinę w bok i moje nogi zawisły na metalowej rurze. Zsunęłam się w dół i stanęłam pewna siebie i zadowolona z tego, że udało mi się uciec, jednak to nie był koniec "akcji".
Zaczęłam iść w stronę wyjścia, zaraz przyśpieszyłam kroku. Adrenalina w moich żyłach rosła z sekundy na sekundę. Zdawało mi się, że słyszę jakieś głosy.
To moja chora wyobraźnia. Nim zorientowałam się, już biegłam ku wyjściu, dopóki nie usłyszałam trzaśnięcia drzwi i wtedy moje serce zamarło. Cholera.
Justin PoV
Siedziałem razem z Sam, rozmawiając. Kurwa, ona była tak cholernie gorąca, że ja pierdole.
-Więc..- dotknąłem jej uda, na co uśmiechnęła się a jej twarz zarumieniła się.
-Więc...- zagryzła wargę i dotknęła dłonią mojej szyi, przejechała po niej i zbliżyła do niej usta zostawiając na niej słodki pocałunek. Mruknąłem na to.
-Ktoś jest gotowy na drugą rundę, czy mam jakieś urojenia?- uśmiechnąłem się cwaniacko, przesuwając dłoń wyżej. Usłyszałem coś podobnego do upadku ze schodów. Podniosłem się od razu i mój wzrok skierował się na otoczenie za okno. Moje oczy rozszerzyły się. Chwyciłem jak najszybciej swoją broń z komody przy oknie i wybiegłem z domu trzaskając drzwiami i zostawiając zdezorientowaną Sam w środku.
-Stój!- krzyknąłem do Sophie, a ta stanęła w zupełnym szoku kiedy skierowałem pistolet do góry i wystrzeliłem w niebo a pocisk upadł niedaleko dziewczyny.
-Myślisz, że się przestraszyłam?- parsknęła podchodząc bliżej z zaciśniętymi pięściami i typowym dziwkarskim uśmiechem na twarzy. - nie zrobiłbyś tego, kutasie.
Przygryzłem dolną wargę mrużąc oczy jednocześnie kierując wzrok na nią.
-Nie bądź taka tego pewna, szmato. Jesteś dla mnie kawałkiem gówna, które mogę zniszczyć w każdej minucie i sekundzie, a ty z dnia na dzień sprawiasz, że chcę to zrobić i nawet nie zorientujesz się, kiedy moje ręce zacisną się na twojej zgrabnej szyi, albo kiedy zostaniesz postrzelona pociskiem z tej broni.
-No dalej, zrób to!- warknęła popychając mnie do tyłu.
Zacisnąłem dłoń na spuście pistoletu i przyłożyłem go do jej skroni.
-Więc żegnaj, mała kurwo.- w ostatniej chwili zmieniłem położenie broni i końcowo postrzeliłem ją w ramię a ona upadła na ziemię, trzymając się za rękę.
-Kurwa!-syknęła i zacisnęła zęby patrząc na ranę.- jesteś całkowicie popieprzony, zgnijesz w więzieniu, skurwysynie!
-Sama się o to prosiłaś.- warknąłem i przerzuciłem ją sobie przez ramię, idąc w stronę domu.
-Zostaw mnie!- uderzała mnie rękoma i nogami w ciało a ja zaśmiałem się pod nosem. - Słyszałeś, kurwa?! Zostaw mnie, idioto!
Podszedłem pod drzwi piwnicy, otworzyłem je i rzuciłem brunetkę na kanapę stojącą obok. Wyszedłem zakluczając drzwi i słyszałem jej krzyki, które wcale nie wzbudzały we mnie poczucia winy, czy cokolwiek.
Wszedłem powoli po schodach na górę, na parter domu i skierowałem się wprost do kuchni.
-Co się stało, Juss..?- Sam wstała i podeszła do mnie opierając rękę na moim ramieniu a ja ją zrzuciłem.
-Musisz iść.- mruknąłem bez żadnych emocji i odepchnąłem ją.
-Czekaj...co?
-To co słyszałaś, narazie.- wypchnąłem ją za drzwi i zamknąłem centralnie przed nosem.
Wysunąłem szufladę w kredensie i wyjąłem z niej apteczkę.
Zbiegłem na dół i otworzylem drzwi piwnicy. Wszedłem nie podnosząc wzroku na Sophie, tylko usiadlem na kanapie obok niej, wziąłem bandaż i wodę utleniona. Odchyliłem materiał koszulki dziewczyny i przemylem ranę. Kątem oka widziałem jak sie skrzywiła, jednak nic nie mówiła. Spojrzalem bardziej w głąb rany i dostrzegłem, że kula nie przebiła jej skóry na wylot, ani nie utkwił tam żaden odłamek pocisku. To było jedyną pozytywną rzeczą.
-Auuu.- syknęła.
-Wiem, że boli.
-No serio?- uniosla brwi i spojrzała na mnie zupełnie ironicznym wzrokiem.- czujesz się winny czy coś?
-Nie.- zaśmiałem się pod nosem.- sama tego chciałaś.
-Więc czemu teraz mi pomagasz?- oparła łokcie na kolanach.
-Takie rany się długo goją jeśli nie są oczyszczone, a nie chce, żebyś nabawiła się jakiegoś gówna, cokolwiek.
-Ha. Czy Bieber się o kogoś martwi?- zadrwiła.
-Taa, o Ciebie, pasuje?- uniosłem brwi mówiąc to w całkowitym sarkazmie.
-Doprawdy interesujące.- pokiwała głową a ja kontynuowałem dezynfekowanie rany postrzałowej. Owinąłem jej ramię bandażem, wcześniej czyszcząc ranę.
-A to.- wyjąłem z kieszeni kulę, która ją postrzeliła ale nie została w jej ramieniu i wsunąłem jej w dłoń.- na pamiątkę. Mnie się słucha, zapamiętaj to sobie, bo następnym razem, będziesz martwa, skarbie.- zostawiłem ją samą w piwnicy, jednak zostawiając otwarte drzwi i wyszedłem na górę. Usiadłem na kanapie, wcześniej wyjmując z barku butelkę Jack'a Daniellsa i nalałem sobie do połowy szklanki. Rozłożyłem nogi na stole i popijałem alkohol, delektując się tym wspaniałym smakiem.
Sophie PoV
Powoli udałam się na górę, nadal trzymając dłoń na moim ramieniu. Nie bolało już tak, jak wcześniej, jednak nie było to nadal komfortowe. Po tym, gdy wsunął mi w dłoń tą kulę, zdębiałam. Zdaje mi się, że myliłam się co do Justina. Teraz to wiem. Jest niebezpieczny i nie zawaha się mnie zabić, jeśli coś pójdzie nie po jego myśli.
Niepewnym krokiem wkroczyłam do salonu i usiadłam na fotelu naprzeciwko Bieber'a.
-Co?- uniósł na mnie wzrok, odkładając szklankę na stół. Zapewne z jakimś alkoholem, czy coś, bo czułam odór tego świństwa.
-Nic.- mruknęłam i zaczęłam bawić się palcami a w środku mnie nadal buzowała niezwykła złość do niego, za to co mi zrobił.
-Kiedy mnie stąd wypuścisz?- mruknęłam nie odrywając wzroku od podłogi, po długiej chwili niezręcznej ciszy.
-Jeśli odwalisz jeszcze raz taki numer, to będę zmuszony trzymać cię dotąd, dopóki nie umrzesz śmiercią naturalną lub spełnisz jedno z moich oczekiwań.
-Jakich oczekiwań? Co masz na myśli?
-No nie wiem, pomożesz nam załatwić jednego faceta.
-Co?- parsknęłam nie wierząc w co powiedział.
-To co ci powiedziałem, ja nie wiem, czy ty jesteś glupia, czy udajesz, czy co?- parsknął.
-A kto to niby miałby być?- spytałam ciekawa tego, kim jest ten tajemniczy gość.
Justin skrzywił się.
-Facet, skrzywdził bliską mi osobę.- mruknął i pierwszy raz, pierwszy raz! od kilku dni mogłam wyczuć w jego głosie zmartwienie.- a jego brat wisi nam na ogonie, znają nasze sekrety i jeśli coś pójdzie nie tak, jestesmy w piekle.
-Praktycznie ty już w nim jesteś.- wzruszylam ramionami nie zważając na slowa, ktore wypowiedziałam.
-Wiem o tym, ale jeśli del Russo zawaha się wykorzystać naszą nieuwagę, to utkiwimy po kostki w tym gównie.
-Del Russo?!- podniosłam się z fotela i posłałam Justinowi złowrogie spojrzenie.
________________________________
witam witam, z 3 rozdziałem, jestem ciekawa co myślicie, co stało się Sophie ze tak zareagowała:D? czekam na przemyślenia w komentarzach i do zobaczenia wkrótce w 4 rozdziale! :)
Aga xxx
-Wiem!- stanęłam na nogi i otworzyłam okno na oscież. Ucieczka była banalna ale to było jedyne co wymyśliłam. Z tego co sie orientuje, jestem właśnie na południowym koncu miasta. Stąd niedaleko jest przystanek i bez problemu dostanę sie do domu.
Przeniosłam obie nogi poza okno i teraz stałam na dachu. Miałam jakieś 2,5m w dół.
-Sophie, uda ci się.- myślałam. Miałam bowiem lęk wysokości.
Postawiłam nogę na krawędzi dachu. Rozglądnęłam się w obie strony i z prawej strony ujrzałam rynnę, z której mogłam zsunąc się wprost na dół. Przeszłam odrobinę w bok i moje nogi zawisły na metalowej rurze. Zsunęłam się w dół i stanęłam pewna siebie i zadowolona z tego, że udało mi się uciec, jednak to nie był koniec "akcji".
Zaczęłam iść w stronę wyjścia, zaraz przyśpieszyłam kroku. Adrenalina w moich żyłach rosła z sekundy na sekundę. Zdawało mi się, że słyszę jakieś głosy.
To moja chora wyobraźnia. Nim zorientowałam się, już biegłam ku wyjściu, dopóki nie usłyszałam trzaśnięcia drzwi i wtedy moje serce zamarło. Cholera.
Justin PoV
Siedziałem razem z Sam, rozmawiając. Kurwa, ona była tak cholernie gorąca, że ja pierdole.
-Więc..- dotknąłem jej uda, na co uśmiechnęła się a jej twarz zarumieniła się.
-Więc...- zagryzła wargę i dotknęła dłonią mojej szyi, przejechała po niej i zbliżyła do niej usta zostawiając na niej słodki pocałunek. Mruknąłem na to.
-Ktoś jest gotowy na drugą rundę, czy mam jakieś urojenia?- uśmiechnąłem się cwaniacko, przesuwając dłoń wyżej. Usłyszałem coś podobnego do upadku ze schodów. Podniosłem się od razu i mój wzrok skierował się na otoczenie za okno. Moje oczy rozszerzyły się. Chwyciłem jak najszybciej swoją broń z komody przy oknie i wybiegłem z domu trzaskając drzwiami i zostawiając zdezorientowaną Sam w środku.
-Stój!- krzyknąłem do Sophie, a ta stanęła w zupełnym szoku kiedy skierowałem pistolet do góry i wystrzeliłem w niebo a pocisk upadł niedaleko dziewczyny.
-Myślisz, że się przestraszyłam?- parsknęła podchodząc bliżej z zaciśniętymi pięściami i typowym dziwkarskim uśmiechem na twarzy. - nie zrobiłbyś tego, kutasie.
Przygryzłem dolną wargę mrużąc oczy jednocześnie kierując wzrok na nią.
-Nie bądź taka tego pewna, szmato. Jesteś dla mnie kawałkiem gówna, które mogę zniszczyć w każdej minucie i sekundzie, a ty z dnia na dzień sprawiasz, że chcę to zrobić i nawet nie zorientujesz się, kiedy moje ręce zacisną się na twojej zgrabnej szyi, albo kiedy zostaniesz postrzelona pociskiem z tej broni.
-No dalej, zrób to!- warknęła popychając mnie do tyłu.
Zacisnąłem dłoń na spuście pistoletu i przyłożyłem go do jej skroni.
-Więc żegnaj, mała kurwo.- w ostatniej chwili zmieniłem położenie broni i końcowo postrzeliłem ją w ramię a ona upadła na ziemię, trzymając się za rękę.
-Kurwa!-syknęła i zacisnęła zęby patrząc na ranę.- jesteś całkowicie popieprzony, zgnijesz w więzieniu, skurwysynie!
-Sama się o to prosiłaś.- warknąłem i przerzuciłem ją sobie przez ramię, idąc w stronę domu.
-Zostaw mnie!- uderzała mnie rękoma i nogami w ciało a ja zaśmiałem się pod nosem. - Słyszałeś, kurwa?! Zostaw mnie, idioto!
Podszedłem pod drzwi piwnicy, otworzyłem je i rzuciłem brunetkę na kanapę stojącą obok. Wyszedłem zakluczając drzwi i słyszałem jej krzyki, które wcale nie wzbudzały we mnie poczucia winy, czy cokolwiek.
Wszedłem powoli po schodach na górę, na parter domu i skierowałem się wprost do kuchni.
-Co się stało, Juss..?- Sam wstała i podeszła do mnie opierając rękę na moim ramieniu a ja ją zrzuciłem.
-Musisz iść.- mruknąłem bez żadnych emocji i odepchnąłem ją.
-Czekaj...co?
-To co słyszałaś, narazie.- wypchnąłem ją za drzwi i zamknąłem centralnie przed nosem.
Wysunąłem szufladę w kredensie i wyjąłem z niej apteczkę.
Zbiegłem na dół i otworzylem drzwi piwnicy. Wszedłem nie podnosząc wzroku na Sophie, tylko usiadlem na kanapie obok niej, wziąłem bandaż i wodę utleniona. Odchyliłem materiał koszulki dziewczyny i przemylem ranę. Kątem oka widziałem jak sie skrzywiła, jednak nic nie mówiła. Spojrzalem bardziej w głąb rany i dostrzegłem, że kula nie przebiła jej skóry na wylot, ani nie utkwił tam żaden odłamek pocisku. To było jedyną pozytywną rzeczą.
-Auuu.- syknęła.
-Wiem, że boli.
-No serio?- uniosla brwi i spojrzała na mnie zupełnie ironicznym wzrokiem.- czujesz się winny czy coś?
-Nie.- zaśmiałem się pod nosem.- sama tego chciałaś.
-Więc czemu teraz mi pomagasz?- oparła łokcie na kolanach.
-Takie rany się długo goją jeśli nie są oczyszczone, a nie chce, żebyś nabawiła się jakiegoś gówna, cokolwiek.
-Ha. Czy Bieber się o kogoś martwi?- zadrwiła.
-Taa, o Ciebie, pasuje?- uniosłem brwi mówiąc to w całkowitym sarkazmie.
-Doprawdy interesujące.- pokiwała głową a ja kontynuowałem dezynfekowanie rany postrzałowej. Owinąłem jej ramię bandażem, wcześniej czyszcząc ranę.
-A to.- wyjąłem z kieszeni kulę, która ją postrzeliła ale nie została w jej ramieniu i wsunąłem jej w dłoń.- na pamiątkę. Mnie się słucha, zapamiętaj to sobie, bo następnym razem, będziesz martwa, skarbie.- zostawiłem ją samą w piwnicy, jednak zostawiając otwarte drzwi i wyszedłem na górę. Usiadłem na kanapie, wcześniej wyjmując z barku butelkę Jack'a Daniellsa i nalałem sobie do połowy szklanki. Rozłożyłem nogi na stole i popijałem alkohol, delektując się tym wspaniałym smakiem.
Sophie PoV
Powoli udałam się na górę, nadal trzymając dłoń na moim ramieniu. Nie bolało już tak, jak wcześniej, jednak nie było to nadal komfortowe. Po tym, gdy wsunął mi w dłoń tą kulę, zdębiałam. Zdaje mi się, że myliłam się co do Justina. Teraz to wiem. Jest niebezpieczny i nie zawaha się mnie zabić, jeśli coś pójdzie nie po jego myśli.
Niepewnym krokiem wkroczyłam do salonu i usiadłam na fotelu naprzeciwko Bieber'a.
-Co?- uniósł na mnie wzrok, odkładając szklankę na stół. Zapewne z jakimś alkoholem, czy coś, bo czułam odór tego świństwa.
-Nic.- mruknęłam i zaczęłam bawić się palcami a w środku mnie nadal buzowała niezwykła złość do niego, za to co mi zrobił.
-Kiedy mnie stąd wypuścisz?- mruknęłam nie odrywając wzroku od podłogi, po długiej chwili niezręcznej ciszy.
-Jeśli odwalisz jeszcze raz taki numer, to będę zmuszony trzymać cię dotąd, dopóki nie umrzesz śmiercią naturalną lub spełnisz jedno z moich oczekiwań.
-Jakich oczekiwań? Co masz na myśli?
-No nie wiem, pomożesz nam załatwić jednego faceta.
-Co?- parsknęłam nie wierząc w co powiedział.
-To co ci powiedziałem, ja nie wiem, czy ty jesteś glupia, czy udajesz, czy co?- parsknął.
-A kto to niby miałby być?- spytałam ciekawa tego, kim jest ten tajemniczy gość.
Justin skrzywił się.
-Facet, skrzywdził bliską mi osobę.- mruknął i pierwszy raz, pierwszy raz! od kilku dni mogłam wyczuć w jego głosie zmartwienie.- a jego brat wisi nam na ogonie, znają nasze sekrety i jeśli coś pójdzie nie tak, jestesmy w piekle.
-Praktycznie ty już w nim jesteś.- wzruszylam ramionami nie zważając na slowa, ktore wypowiedziałam.
-Wiem o tym, ale jeśli del Russo zawaha się wykorzystać naszą nieuwagę, to utkiwimy po kostki w tym gównie.
-Del Russo?!- podniosłam się z fotela i posłałam Justinowi złowrogie spojrzenie.
________________________________
witam witam, z 3 rozdziałem, jestem ciekawa co myślicie, co stało się Sophie ze tak zareagowała:D? czekam na przemyślenia w komentarzach i do zobaczenia wkrótce w 4 rozdziale! :)
Aga xxx
super! :o
OdpowiedzUsuńojaaa ooby tylko to nie był jej chlopak czy cos bo nie przezyje
OdpowiedzUsuńhdfdshjdljfg zajebisty
a Justin musi go zabić? No niee, obstawiam ze to ktos z rodziny
OdpowiedzUsuńo boze
OdpowiedzUsuńboskie pisz pisz dalej prosze szybko bo nie wytrzymam...
OdpowiedzUsuńjezu *.* jak ja kocham to twoje opowiadanie, super jest
OdpowiedzUsuńjak on mogl ja postrzelic no :(
OdpowiedzUsuń:o
OdpowiedzUsuńjaki z Justina idiota no, idiota jak mógł ją postrzelic, wkurzyl mnie -,-
OdpowiedzUsuńhaha
Usuńboże boskie to pisz pisz <3333
OdpowiedzUsuńczemu takie krótkie ???? ale sie rozkreca czekam na next :))
OdpowiedzUsuńona o nim coś wie ?!?!? next next :)
OdpowiedzUsuńo jaaaa, jestem ciekawa co w następnym aaaa !!
OdpowiedzUsuńpiosenka super, taka o miłosci i szkoda mi justina :( a rozdzial.. hm pewnie to ktos z jej rodziny czy coś albo własnie chlopak :) czekam na nastepny. !
OdpowiedzUsuńbokie dzisiaj nasępny rozdział ?!?!?
OdpowiedzUsuńkiedy nn?
OdpowiedzUsuń52 years old Sales Associate Tessa Wyre, hailing from Westmount enjoys watching movies like Song of the South and Letterboxing. Took a trip to Historic City of Meknes and drives a XF. kliknij zasoby
OdpowiedzUsuńpozew rozwodowy rzeszow
OdpowiedzUsuń