niedziela, 22 grudnia 2013

Seven

Sophie PoV 

-Jak to nie wiesz kim on jest, do cholery?!- już od jakiś 20 minut klocilam się z Paulem. A co było powodem kłótni? To bardzo proste do zgadniecia.
Bieber.
-Paul, zrozum, ze nic nas nie łączy z nim!
-To skąd on ciebie zna?
-Przecież chodzimy do tej samej szkoły, to dziwne żeby mnie nie znał.
-Więc czemu nie było cie ostatnie 4 dni w szkole? Hm? On ma coś z tym związane?-warknał.
-Nie, Paul proszę cię uspokoj się.- oparlam sie o szafke.
-Nie mogę przestać, bo on położył na tobie swoje brudne łapy!
-Przesadzasz.-mruknęłam i odwróciłam się chcąc wyjąć książki.
-Co to jest?!- odwrócił mnie przodem i odsunął kołnierzyk mojej koszulki.- Czy ty próbujesz zrobić ze mnie idiote, Sophie?!
-Paul..ja nie wiem ja..
Poczułam silne uderzenie w policzek i odruchowo sie za niego chwyciłam i spojrzalam na Paula ze łzami w oczach. Czy on mnie przed chwilą uderzył?!
-Jesteś nienormalny.- wychlipałam.
-Następnym razem zastanów się co wyprawiasz!
Kątem oka zobaczyłam jak Justin wchodził do szkoły. Jego spojrzenie powedrowało na mnie i zaczął iść w moim kierunku. Spuściłam wzrok w dol i słuchalam reprymend Paula.
-Jesteś..Ughh...jesteś suką, rozumiesz?!-warknął na co ja się wzdrygnęłam.
-Przestań ją tak nazywać.- Justin podszedł i stanął za Paulem a ten sie odwrócił.
-Ty jej to zrobiłeś?!- rzucił sie na niego z pięściami a brunet odepchnął Westy'ego.
-Cokolwiek, smieciu.- wymierzył mu prawy sierpowy a Paul zwinął się z bólu. Patrzyłam z lekkim przerażeniem i strachem w oczach na zaistniałą sytuację. Sparaliżowana lękiem wzięłam książki i szybko poszłam w stronę klasy.
-Sophie. Czekaj!- Justin pobiegł za mną.
-Zostaw mnie w spokoju, oboje jesteście nienormalni!-warknęłam wchodząc do klasy i od razu zaczynając zajęcia lekcyjne.
Nie mogłam sie jednak skupić przez ból rosnący w sercu jak i na policzku. Czułam że straciłam zaufanie do Paula.
Lekcja minęła mi bardzo szybko.
Może to dlatego, ze cały czas myślałam o zachowaniu mojego chłopaka i Justina.
 Skoro mnie nie tolerował (mówiąc łagodnie) to po co odepchnął wtedy Paula? To mnie najbardziej ciekawiło. Zły chłopak, bad boy, z najniebezpieczniejszej dzielnicy Stratford, "ratuje" dziewczynę, która była jego nieskończonym zadaniem od jej chłopaka, który z zazdrości uderza ją.
Coś mi tu nie pasowało.
Nigdy, aż do teraz nie myslalam o Justinie jako chłopaku, który ma chociaż krztę serca. To było bardziej nieprawdopodobne niż mogłoby mi sie zdawac. Ludzie nie zmieniają sie tak łatwo, czego nauczyłam sie już kilka lat temu.
Wyszłam z klasy i kierowałam się w stronę klasy biologicznej.  
-Sophie! Zaczekaj!
Odwróciłam się. To był znowu Justin.
-Co?- założyłam ręce na klatke.
-Wszystko okej?- zblizył sie i wzrokiem penetrował moją twarz.
-Tak.- mruknelam.- nie rozumiem po co w ogóle pytasz.- parsknęłam.- od kiedy obchodzi cię czyjeś zdrowie?
-Nie obchodzi. Poprostu pytam.
-I myślisz, ze mam w to uwierzyć, tak? Mylisz sie, Bieber.
-Wierz w co chcesz, shawty. Nie obchosI mnie to co siedzi w twojej głowie. Cokolwiek sobie pomyslisz, pamiętaj, ze to ja decyduje o wszystkim. I radzę uważać na siebie następnym razem, bo nie będę ponownie cie ratowac.
-Ratować?- zasmialam mu sie w twarz.- a czy ja cię o coś prosilam, bo nie pamietam.
-Głupio byłoby gdyby taka ładna buzka byłaby posiniaczona. Nie ma za co, skarbie.
Wywróciłam oczami i odeszlam od niego.
Witamy z powrotem bipolarny panie Bieberze.

Justin's PoV 

Spojrzalem na nią od góry do dołu. Nie myliłem sie. Sophie jest piękna, ale dopóki nie jest moja..to nie ma sensu. Dziś, od razu po walce umowie sie z nią. Tak, to sobie obiecałem.
-Sophie!
Odwróciła się patrząc na mnie w irytujacy mnie sposób.
-Przyjdziesz na walkę?
-A mam jakiś wybór?-mruknela.
-Wiesz, ze nie?-zasmialem sie i podszedłem do niej, muskajac jej policzek, a ona odsunęła sie.
-Czesc.- warknela i odeszła.
Mała suka. Ale podoba mi się.
Wygram to i z wygrana zdobede ją.
Nałożyłem swoją skórzaną ramoneskę i wyszedłem z budynku trzaskajac drzwiami. Wsiadłem do swojego srebrnego Fiskera i ruszyłem w stronę magazynu na obrzeżach Stratford.
Od zawsze przygotowywałem sie tam do wszystkiego.
 Każda bójka, walka, strzelanina, napad.
To miejsce dawało mi więcej siły. Może dlatego, ze miałem związane z nim jakies wspomnienia.. Gdy byłem mały zawsze przychodziłem tu z ojcem, patrzyłem uważnie gdy on rozpakowywał broń i inne rzeczy.
Byłem związany ze światem przestępst od małego. Niedaleko stąd jest mały staw. Pamiętam jak dziś, gdy przyszedłem tam z Jeremym i razem łowiliśmy ryby.
Oczywiście nic nie zlowilismy, a mama czekała na rybę w domu razem z Jazzy i Jaxonem - moim bratem, który kiedyś zaginął i nigdy więcej go nie zobaczyłem.. Wracając jednak, poszedłem wraz z ojcem do najbliższego sklepu i kupilismy rybę. Przynieslismy ja do domu a mama udawała zdziwienie. Zaśmiałem sie na to wspomnienie. Kochałem spędzać z nimi czas, dopóki nie umarli..
Szedłem wzdłuż lasu z rękoma w kieszeniach kopiąc kamyki i ziemię podeszwą buta. W końcu dotarłem do miejsca ze stawem. Przeszedł przez kilka drzew i stałem centralnie na wzgórzu, podziwiając panoramę Stratford. To mnie uspokajało.
Wypuścilem powietrze z ust przecierając twarz dłońmi i oparlem sie o pień końcowo siadając na nim. Patrzyłem na teren wokoło i moją uwagę przykulo cos błyszczące w trawie.
 Wstałem i podeszłem tam.
 Był to srebrny nieśmiertelnik. Podniosłem go i dokładnie obkręciłem w palcach.

4.07.1975 + 1.03.06

-Kurwa!- rzuciłem go i kopnąłem w blaszany budynek magazynu.
To nie było możliwe.
Ktoś tu był.
Ktoś, kto zabił..mojego ojca.
-Ja pierdole.- zacząłem uderzać pięściami w budynek i poszczególne drzewa. Oddychałem ciezko i kopałem w podłoże. Spojrzałem na swoje obdarte knykcie i splunąłem w bok.
Od początku życia byłem skazany na taką przyszłość.
Zbiegłem na dół i wsiadłem do auta ruszając jak najszybciej mogłem. Adrenalina nadal płynęła w moich żyłach. Spojrzalem na zegarek, który wskazywał 19:27. Walka zaczynała sie o 19:30, a jeśli nie zjawie sie tam, przegram. Wcisnąłem pedał gazu i jechałem wyminając inne auta. Podjechałem pod szkole i wysiając zacząłem biec w kierunku wejścia. Otworzyłem drzwi a moim oczom ukazała sie duza grupka ludzi, ktorzy pewnie czekali na wstep na salę. Przecisnąłem sie między nimi i wszedłem do jednej z szatni, zdjąłem koszulkę a spodnie zmieniłem na dresy adidasa, założylem supry i wyszedłem przyciągając spojrzenia dziewczyn. Puściłem do nich oczko omijając je na co usłyszałem ich piski i westchnięcia.

Sophie PoV 

Spojrzałam w kierunku wejścia i zauwazylam, ze wchodzi Justin, który już od początku flirtował z jakimiś panienkami. Wywróciłam oczami i oparlam głowę na lokciach.
-Hej.- usiadł obok mnie.
-Czesc.- nie odwróciłam się do niego.
-Jak tam?
-Dobrze, jakoś żyję, a ty?
-Jest okej.- wzruszył ramionami.
-Mhm.- mruknelam patrząc że gromadzi się wiecęj ludzi. Naprawdę tyle osób jest zainteresowanych mordobiciem?
-Nie lubię walk.- mruknelam.
-Obiecuje, ze gdy wygram to pójdziemy gdzieś i wynagrodzę ci to.
-Nigdzie z tobą nie idę.
-Nie pytam sie ciebie o pozwolenie tylko oznajmiam, nie zrozumialas?
-Nie.
-No to twój problem, skarbie.-dotknął mojego uda a ja zsunęłam jego dłoń.
-Nie dotykaj mnie.
-Staram się być dla ciebie miły, powinnas to docenić, bo nie jestem taki dla wszystkich.
Taa.
-Mhm, doceniam.- mruknelam a on wziął mój podbrodek między swoje palce.
-Nie zauważyłem.- spojrzał w moje oczy, na co dostałam gesiej skórki. Jego spojrzenie było takie przenikliwe. Miał piękne, brązowe, oczy, które pod światłem miały lekko kolor miodowy.
-Masz bardzo ładne oczy.- powiedziałam nadal patrząc w jego oczy.
Ciarki były na moim ciele i nagle pragnęłam go pocałować. Oblizałam warge i poczułam dłoń Justina na mojej talii. Przyciągnął mnie do siebie a ja położyłam dłoń na jego klatce.
-Nie tu.- spojrzał to na moje usta i w oczy.-chodź.- wziął mnie za rękę i wstał a ja z nim.
Wyszliśmy z sali i od razu przy wejściu do szatni, Justin oparł mnie o ścianę a sam stanął przede mną opierając swoją dłoń przy mojej głowie.
Nie wiem czym to było, podobno takie rzeczy dzieją sie tylko w filmach.
Zlapałam go za tył głowy i przybliżyłam go do siebie łącząc nasze wargi.
Jego usta były takie miękkie, jezu. Położył dłoń na mojej talii pogłębiając pocałunek.
Otworzyłam lekko oczy i spojrzałam na niego zdając sobie sprawę z tego co zrobiłam.
-Ja.. ja przepraszam.- mogę obiecać na wszystko, ze moja twarz była czerwona jak nigdy dotąd.
Justin uśmiechnął się lekko.
-To zostanie między nami.
Czy ja właśnie całowałam się z Justinem?
_______________



TAKIM OTO AKCENTEM CHCIALABYM WAM ZYCZYC WESOLYCH SWIAT, SPEDZONYCH W RODZINNYM GRONIE, WYMARZONYCH PREZENTOW I DUZO SZCZESCIA W NOWYM ROKU. 
WAŻNE! PO NOWYM ROKU ROZDZIAŁY BEDA POJAWIALY SIE RZADZIEJ ZE WZGLEDU NA SZKOŁĘ.
                         

niedziela, 1 grudnia 2013

Six

Justin's PoV

Wolnym krokiem wkroczyłem do szkoły. Od razu pełne zazdrości oczy wielu z tych debili powędrowały na mnie. Nigdy nie beda tacy jak ja. Jestem inny. Mam wszystko, czego sobie zapragnę. I to och najbardziej boli. Minąłem stołówkę, wkładając ręce do moich jeansow i rozejrzałem sie po korytarzu. Nikogo oprócz mnie tam nie było. Może dlatego, ze lekcje zaczęły sie godzinę temu.
Eh, jebac to. Usiadłem na jednej z ławek na holu i czekałem na dzwonek. Jestem pewny, ze ta dziewczyna chodzi tu do szkoły. Mam pilnować co robi, to będę to wykonywał.
Minuty dłużyły się cholernie, już miałem ochotę stąd wyjść, jednak dzwoniący dzwonek powstrzymał mnie. W przeciągu chwili korytarz zapełnił sie dużą ilością kujonow i tych "agresywnych", którzy na mój widok spuszczali wzrok w dół, jak największe cioty tego świata. Pff.
Odwróciłem sie dookoła i moja uwagę przyciągnęła dziewczyna, postury Sophie jednak stala tyłem. Zaryzykuję.
Podszedłem do niej i stanąłem bardzo blisko niej, jednak ciągle od tylu. Objąłrm ją w talii a ona wzdrygnęła się.
-Pauuul, nie teraz.- mruknęła.
Zdziwiłem się i odpowiedziałem jej.
-Hej skarbie.- przejechałem językiem po jej uchu.
-Justin?!- odepchnęła mnie od razu.- co ty tu robisz?!
-Hmm no nie wiem, uczę sie? Kim jest Paul?
-Nieważne, odejdź stąd. Teraz.- syknęła.
-Spokojnie, shawty. Przecież nic ci nie robię.- wzruszyłem ramionami.
-Robisz, dużo. Idź stąd.
-Nie.
-Nie?- parsknęła.
-Źle słyszysz czy coś? Kupić ci aparat sluchowy? O, no i moze babciny fartuszek, bo zachowujesz się jak jedna z takich babci. Nie spinaj sie skarbie, to źle działa na twoje piękne ciało.- zarumieniła się na te slowa.
-Serio Justin, odejdź, proszę.- mruknęła.
-Jak z twoim ojcem?
-Nie probuj nawet zmieniać tematu, Bieber! -Ja sie tylko grzecznie pytam a ty do mnie tak? No pięknie, pięknie, Lyndon.
Poczułem czyjąś rękę na swoim ramieniu i od razu chciałem ją zrzucić a temu komuś zbić mordę, jednak powstrzymałem się, odwracając się.
-Czego, śmieciu?
-Odejdź od mojej dziewczyny, kutasie, jeśli nie chcesz, żebym cie pobił.- blondyn powiedział do mnie.
Zbliżyłem sie do niego i staliśmy twarza w twarz, a wokół nas zebrała sie grupka ludzi.
-Co ty powiedziałes, mały?- parsknalem.
-Cokolwiek chcesz Bieber.- warknął a ja przycisnąłem go do szafki i wymierzyĺem kolanem cios w brzuch.
-Następnym razem zastanów się, co pierdolisz, szmato.-uderzyłem nim o metalową powierzchnię i odszedłem zostawiając go w tyle.
-Justin!- Sophie biegła za mną i oparła sie o moje ramię dysząc.
-Czego jeszcze? Widzisz, sama za mną biegniesz.
-Zostaw mnie w końcu w spokoju i Paula tez, on nic ci nie zrobił.
-Najwidoczniej jest bardzo głupi odzywając sie tak do mnie, bo chyba nie wie na co mnie stać.- warknalem.- i radziłbym następnym razem nie warczec na mnie, bo to sie skonczy źle dla ciebie, ale to już zapewne wiesz.- dotknalem jej ramienia i scisnalem je.
-Au.- syknela i odsunęła sie.- zapamiętałam to, ale teraz zostaw mnie w spokoju!- poszła w stronę swojego chłopaka a ja wywróciłem oczami.
Pozbyć sie mnie? Już nigdy więcej.
Co prawda, w tej szkole można było nazwać mnie zwykłym gościem. Przychodziłem do niej kiedy mi sie chciało a to zdarzało sie rzadko. Na ich miejscu wyrzucilbym takiego dzieciaka, a oni chyba się boją. Wszedłem do klasy i zająłem miejsce w ostatniej ławce, od razu spotykając się ze zdziwionymi spojrzeniami reszty uczniów.
Lekcja dłużyła się i trwała dla mnie za długo, a gdy tylko zadzwonił dzwonek prawie wybieglem z klasy trzaskając drzwiami i zostawiając zdezorientowaną resztę osób z nauczycielem.
Wraz z powrotem do szkoły, powrócili moi kumple. Nie moglem nazwać ich moimi przyjaciółmi, bo prawdziwych przyjaciół mam przy sobie w domu, ale ci przynajmiej pozwalali mi wyluzowac sie w tej szkole. I byli chyba jedynymi, którzy powiązani są z tym co robię chociaż w jednym procencie.
Wyszliśmy razem na tyły szkoły i każdy z nas zaciągnął sie dymem papierosowym.
-Więc wróciłeś.- poklepał mnie po ramieniu Mike.
-Tylko tymczasowo, potem tu nie przyjdę.
-Oni cie wywalą stąd w końcu.- Harry zasmiał się a ja uderzyłem go odruchowo w tył głowy.
Usłyszałem stukot obcasów i odwróciłem się.
-Sophie..-zasmialem sie pod nosem.- kogo my tu witamy?
-Zamk..przestan.- mruknęła.
-Dobra dziewczynka.- usmiechnąłem się i klepnąłem ją w tyłek, a ona pisnęła i uderzyła mnie w twarz.
-Radze nie zadzierac, mała.- odezwał sie Harry.
-Dokładnie.- mruknąłem i przyciągnąłem ją do swojego boku a ona wyrywała się ciągle rumieniąc się.
-Zostaw mnie! Przyszłam wam tylko coś ogłosić!- warknęła.
-Co takiego co zajmie mój czas?- wywróciłem oczami.
Wyjęła z torby ulotki i teczkę.
-Co to?- spytał Taylor.
-W szkole.- wyrwała sie z mojego uścisku-organizują walki bokserskie amatorów i pomyślałam ze może chcecie wziąć udział.
-A kto jest na liście?- wyrwalem jej teczkę i zacząłem czytać od razu wybuchając śmiechem.- Paul Westy?
-Jakiś problem?- uniosła brew.
-Nie no skądże, tylko zapisz mnie, że chce walczyć z nim.
Zmrozila mnie wzrokiem.
-Zawiesiłas się czy co?- ponownie wyrwalem jej kartkę i wpisalem sie sam.- A teraz możesz już iść, skarbie.- puściłem jej oczko.
-Pieprz się!- warknela i odwróciła się.
-Okej, zawsze i wszędzie ale z tobą, shawty.- zasmialem sie pod nosem i patrzyłem jak odchodziła.
Wystarczy mi tylko wygrać walkę z Paulem i będę miał miliony możliwości, żeby dziewczyna była ze mną, co daje mi wiele plusów, w tym ten, że będę ją widzieć 24 godziny na dobę i będę robił z nią co chce a nikt mi tego wtedy nie zabroni.
Nie odbierzcie tego źle, ale zawsze mam to co chcę i nie zawaham się zdobyć tego poprzez agresję.
Najgorsze było to, że poczułem jakąś silną więź do niej.
Więź do mojego niewykonanego zadania.

________

PRZEPRASZAM!

zmiany, zmiany, zmiany
wiem, rozdział nie pojawił się od długiego czasu, ale szkoła, nauka itp serio mnie wykończą+ brak weny

przepraszam jeszcze raz