Justin's PoV
Wolnym krokiem wkroczyłem do szkoły. Od razu pełne zazdrości oczy wielu z tych debili powędrowały na mnie. Nigdy nie beda tacy jak ja. Jestem inny. Mam wszystko, czego sobie zapragnę. I to och najbardziej boli. Minąłem stołówkę, wkładając ręce do moich jeansow i rozejrzałem sie po korytarzu. Nikogo oprócz mnie tam nie było. Może dlatego, ze lekcje zaczęły sie godzinę temu.
Eh, jebac to. Usiadłem na jednej z ławek na holu i czekałem na dzwonek. Jestem pewny, ze ta dziewczyna chodzi tu do szkoły. Mam pilnować co robi, to będę to wykonywał.
Minuty dłużyły się cholernie, już miałem ochotę stąd wyjść, jednak dzwoniący dzwonek powstrzymał mnie. W przeciągu chwili korytarz zapełnił sie dużą ilością kujonow i tych "agresywnych", którzy na mój widok spuszczali wzrok w dół, jak największe cioty tego świata. Pff.
Odwróciłem sie dookoła i moja uwagę przyciągnęła dziewczyna, postury Sophie jednak stala tyłem. Zaryzykuję.
Podszedłem do niej i stanąłem bardzo blisko niej, jednak ciągle od tylu. Objąłrm ją w talii a ona wzdrygnęła się.
-Pauuul, nie teraz.- mruknęła.
Zdziwiłem się i odpowiedziałem jej.
-Hej skarbie.- przejechałem językiem po jej uchu.
-Justin?!- odepchnęła mnie od razu.- co ty tu robisz?!
-Hmm no nie wiem, uczę sie? Kim jest Paul?
-Nieważne, odejdź stąd. Teraz.- syknęła.
-Spokojnie, shawty. Przecież nic ci nie robię.- wzruszyłem ramionami.
-Robisz, dużo. Idź stąd.
-Nie.
-Nie?- parsknęła.
-Źle słyszysz czy coś? Kupić ci aparat sluchowy? O, no i moze babciny fartuszek, bo zachowujesz się jak jedna z takich babci. Nie spinaj sie skarbie, to źle działa na twoje piękne ciało.- zarumieniła się na te slowa.
-Serio Justin, odejdź, proszę.- mruknęła.
-Jak z twoim ojcem?
-Nie probuj nawet zmieniać tematu, Bieber! -Ja sie tylko grzecznie pytam a ty do mnie tak? No pięknie, pięknie, Lyndon.
Poczułem czyjąś rękę na swoim ramieniu i od razu chciałem ją zrzucić a temu komuś zbić mordę, jednak powstrzymałem się, odwracając się.
-Czego, śmieciu?
-Odejdź od mojej dziewczyny, kutasie, jeśli nie chcesz, żebym cie pobił.- blondyn powiedział do mnie.
Zbliżyłem sie do niego i staliśmy twarza w twarz, a wokół nas zebrała sie grupka ludzi.
-Co ty powiedziałes, mały?- parsknalem.
-Cokolwiek chcesz Bieber.- warknął a ja przycisnąłem go do szafki i wymierzyĺem kolanem cios w brzuch.
-Następnym razem zastanów się, co pierdolisz, szmato.-uderzyłem nim o metalową powierzchnię i odszedłem zostawiając go w tyle.
-Justin!- Sophie biegła za mną i oparła sie o moje ramię dysząc.
-Czego jeszcze? Widzisz, sama za mną biegniesz.
-Zostaw mnie w końcu w spokoju i Paula tez, on nic ci nie zrobił.
-Najwidoczniej jest bardzo głupi odzywając sie tak do mnie, bo chyba nie wie na co mnie stać.- warknalem.- i radziłbym następnym razem nie warczec na mnie, bo to sie skonczy źle dla ciebie, ale to już zapewne wiesz.- dotknalem jej ramienia i scisnalem je.
-Au.- syknela i odsunęła sie.- zapamiętałam to, ale teraz zostaw mnie w spokoju!- poszła w stronę swojego chłopaka a ja wywróciłem oczami.
Pozbyć sie mnie? Już nigdy więcej.
Co prawda, w tej szkole można było nazwać mnie zwykłym gościem. Przychodziłem do niej kiedy mi sie chciało a to zdarzało sie rzadko. Na ich miejscu wyrzucilbym takiego dzieciaka, a oni chyba się boją. Wszedłem do klasy i zająłem miejsce w ostatniej ławce, od razu spotykając się ze zdziwionymi spojrzeniami reszty uczniów.
Lekcja dłużyła się i trwała dla mnie za długo, a gdy tylko zadzwonił dzwonek prawie wybieglem z klasy trzaskając drzwiami i zostawiając zdezorientowaną resztę osób z nauczycielem.
Wraz z powrotem do szkoły, powrócili moi kumple. Nie moglem nazwać ich moimi przyjaciółmi, bo prawdziwych przyjaciół mam przy sobie w domu, ale ci przynajmiej pozwalali mi wyluzowac sie w tej szkole. I byli chyba jedynymi, którzy powiązani są z tym co robię chociaż w jednym procencie.
Wyszliśmy razem na tyły szkoły i każdy z nas zaciągnął sie dymem papierosowym.
-Więc wróciłeś.- poklepał mnie po ramieniu Mike.
-Tylko tymczasowo, potem tu nie przyjdę.
-Oni cie wywalą stąd w końcu.- Harry zasmiał się a ja uderzyłem go odruchowo w tył głowy.
Usłyszałem stukot obcasów i odwróciłem się.
-Sophie..-zasmialem sie pod nosem.- kogo my tu witamy?
-Zamk..przestan.- mruknęła.
-Dobra dziewczynka.- usmiechnąłem się i klepnąłem ją w tyłek, a ona pisnęła i uderzyła mnie w twarz.
-Radze nie zadzierac, mała.- odezwał sie Harry.
-Dokładnie.- mruknąłem i przyciągnąłem ją do swojego boku a ona wyrywała się ciągle rumieniąc się.
-Zostaw mnie! Przyszłam wam tylko coś ogłosić!- warknęła.
-Co takiego co zajmie mój czas?- wywróciłem oczami.
Wyjęła z torby ulotki i teczkę.
-Co to?- spytał Taylor.
-W szkole.- wyrwała sie z mojego uścisku-organizują walki bokserskie amatorów i pomyślałam ze może chcecie wziąć udział.
-A kto jest na liście?- wyrwalem jej teczkę i zacząłem czytać od razu wybuchając śmiechem.- Paul Westy?
-Jakiś problem?- uniosła brew.
-Nie no skądże, tylko zapisz mnie, że chce walczyć z nim.
Zmrozila mnie wzrokiem.
-Zawiesiłas się czy co?- ponownie wyrwalem jej kartkę i wpisalem sie sam.- A teraz możesz już iść, skarbie.- puściłem jej oczko.
-Pieprz się!- warknela i odwróciła się.
-Okej, zawsze i wszędzie ale z tobą, shawty.- zasmialem sie pod nosem i patrzyłem jak odchodziła.
Wystarczy mi tylko wygrać walkę z Paulem i będę miał miliony możliwości, żeby dziewczyna była ze mną, co daje mi wiele plusów, w tym ten, że będę ją widzieć 24 godziny na dobę i będę robił z nią co chce a nikt mi tego wtedy nie zabroni.
Nie odbierzcie tego źle, ale zawsze mam to co chcę i nie zawaham się zdobyć tego poprzez agresję.
Najgorsze było to, że poczułem jakąś silną więź do niej.
Więź do mojego niewykonanego zadania.
________
Wolnym krokiem wkroczyłem do szkoły. Od razu pełne zazdrości oczy wielu z tych debili powędrowały na mnie. Nigdy nie beda tacy jak ja. Jestem inny. Mam wszystko, czego sobie zapragnę. I to och najbardziej boli. Minąłem stołówkę, wkładając ręce do moich jeansow i rozejrzałem sie po korytarzu. Nikogo oprócz mnie tam nie było. Może dlatego, ze lekcje zaczęły sie godzinę temu.
Eh, jebac to. Usiadłem na jednej z ławek na holu i czekałem na dzwonek. Jestem pewny, ze ta dziewczyna chodzi tu do szkoły. Mam pilnować co robi, to będę to wykonywał.
Minuty dłużyły się cholernie, już miałem ochotę stąd wyjść, jednak dzwoniący dzwonek powstrzymał mnie. W przeciągu chwili korytarz zapełnił sie dużą ilością kujonow i tych "agresywnych", którzy na mój widok spuszczali wzrok w dół, jak największe cioty tego świata. Pff.
Odwróciłem sie dookoła i moja uwagę przyciągnęła dziewczyna, postury Sophie jednak stala tyłem. Zaryzykuję.
Podszedłem do niej i stanąłem bardzo blisko niej, jednak ciągle od tylu. Objąłrm ją w talii a ona wzdrygnęła się.
-Pauuul, nie teraz.- mruknęła.
Zdziwiłem się i odpowiedziałem jej.
-Hej skarbie.- przejechałem językiem po jej uchu.
-Justin?!- odepchnęła mnie od razu.- co ty tu robisz?!
-Hmm no nie wiem, uczę sie? Kim jest Paul?
-Nieważne, odejdź stąd. Teraz.- syknęła.
-Spokojnie, shawty. Przecież nic ci nie robię.- wzruszyłem ramionami.
-Robisz, dużo. Idź stąd.
-Nie.
-Nie?- parsknęła.
-Źle słyszysz czy coś? Kupić ci aparat sluchowy? O, no i moze babciny fartuszek, bo zachowujesz się jak jedna z takich babci. Nie spinaj sie skarbie, to źle działa na twoje piękne ciało.- zarumieniła się na te slowa.
-Serio Justin, odejdź, proszę.- mruknęła.
-Jak z twoim ojcem?
-Nie probuj nawet zmieniać tematu, Bieber! -Ja sie tylko grzecznie pytam a ty do mnie tak? No pięknie, pięknie, Lyndon.
Poczułem czyjąś rękę na swoim ramieniu i od razu chciałem ją zrzucić a temu komuś zbić mordę, jednak powstrzymałem się, odwracając się.
-Czego, śmieciu?
-Odejdź od mojej dziewczyny, kutasie, jeśli nie chcesz, żebym cie pobił.- blondyn powiedział do mnie.
Zbliżyłem sie do niego i staliśmy twarza w twarz, a wokół nas zebrała sie grupka ludzi.
-Co ty powiedziałes, mały?- parsknalem.
-Cokolwiek chcesz Bieber.- warknął a ja przycisnąłem go do szafki i wymierzyĺem kolanem cios w brzuch.
-Następnym razem zastanów się, co pierdolisz, szmato.-uderzyłem nim o metalową powierzchnię i odszedłem zostawiając go w tyle.
-Justin!- Sophie biegła za mną i oparła sie o moje ramię dysząc.
-Czego jeszcze? Widzisz, sama za mną biegniesz.
-Zostaw mnie w końcu w spokoju i Paula tez, on nic ci nie zrobił.
-Najwidoczniej jest bardzo głupi odzywając sie tak do mnie, bo chyba nie wie na co mnie stać.- warknalem.- i radziłbym następnym razem nie warczec na mnie, bo to sie skonczy źle dla ciebie, ale to już zapewne wiesz.- dotknalem jej ramienia i scisnalem je.
-Au.- syknela i odsunęła sie.- zapamiętałam to, ale teraz zostaw mnie w spokoju!- poszła w stronę swojego chłopaka a ja wywróciłem oczami.
Pozbyć sie mnie? Już nigdy więcej.
Co prawda, w tej szkole można było nazwać mnie zwykłym gościem. Przychodziłem do niej kiedy mi sie chciało a to zdarzało sie rzadko. Na ich miejscu wyrzucilbym takiego dzieciaka, a oni chyba się boją. Wszedłem do klasy i zająłem miejsce w ostatniej ławce, od razu spotykając się ze zdziwionymi spojrzeniami reszty uczniów.
Lekcja dłużyła się i trwała dla mnie za długo, a gdy tylko zadzwonił dzwonek prawie wybieglem z klasy trzaskając drzwiami i zostawiając zdezorientowaną resztę osób z nauczycielem.
Wraz z powrotem do szkoły, powrócili moi kumple. Nie moglem nazwać ich moimi przyjaciółmi, bo prawdziwych przyjaciół mam przy sobie w domu, ale ci przynajmiej pozwalali mi wyluzowac sie w tej szkole. I byli chyba jedynymi, którzy powiązani są z tym co robię chociaż w jednym procencie.
Wyszliśmy razem na tyły szkoły i każdy z nas zaciągnął sie dymem papierosowym.
-Więc wróciłeś.- poklepał mnie po ramieniu Mike.
-Tylko tymczasowo, potem tu nie przyjdę.
-Oni cie wywalą stąd w końcu.- Harry zasmiał się a ja uderzyłem go odruchowo w tył głowy.
Usłyszałem stukot obcasów i odwróciłem się.
-Sophie..-zasmialem sie pod nosem.- kogo my tu witamy?
-Zamk..przestan.- mruknęła.
-Dobra dziewczynka.- usmiechnąłem się i klepnąłem ją w tyłek, a ona pisnęła i uderzyła mnie w twarz.
-Radze nie zadzierac, mała.- odezwał sie Harry.
-Dokładnie.- mruknąłem i przyciągnąłem ją do swojego boku a ona wyrywała się ciągle rumieniąc się.
-Zostaw mnie! Przyszłam wam tylko coś ogłosić!- warknęła.
-Co takiego co zajmie mój czas?- wywróciłem oczami.
Wyjęła z torby ulotki i teczkę.
-Co to?- spytał Taylor.
-W szkole.- wyrwała sie z mojego uścisku-organizują walki bokserskie amatorów i pomyślałam ze może chcecie wziąć udział.
-A kto jest na liście?- wyrwalem jej teczkę i zacząłem czytać od razu wybuchając śmiechem.- Paul Westy?
-Jakiś problem?- uniosła brew.
-Nie no skądże, tylko zapisz mnie, że chce walczyć z nim.
Zmrozila mnie wzrokiem.
-Zawiesiłas się czy co?- ponownie wyrwalem jej kartkę i wpisalem sie sam.- A teraz możesz już iść, skarbie.- puściłem jej oczko.
-Pieprz się!- warknela i odwróciła się.
-Okej, zawsze i wszędzie ale z tobą, shawty.- zasmialem sie pod nosem i patrzyłem jak odchodziła.
Wystarczy mi tylko wygrać walkę z Paulem i będę miał miliony możliwości, żeby dziewczyna była ze mną, co daje mi wiele plusów, w tym ten, że będę ją widzieć 24 godziny na dobę i będę robił z nią co chce a nikt mi tego wtedy nie zabroni.
Nie odbierzcie tego źle, ale zawsze mam to co chcę i nie zawaham się zdobyć tego poprzez agresję.
Najgorsze było to, że poczułem jakąś silną więź do niej.
Więź do mojego niewykonanego zadania.
________
PRZEPRASZAM!
zmiany, zmiany, zmiany
wiem, rozdział nie pojawił się od długiego czasu, ale szkoła, nauka itp serio mnie wykończą+ brak weny
przepraszam jeszcze raz
zajebiste to jest jhgfdsfghjk xoxo
OdpowiedzUsuńGenialne *.*
OdpowiedzUsuńczekam na nn :*****
OdpowiedzUsuń*_*
świetny . :* a teraz rozdziały bd już regularnie ? :)
OdpowiedzUsuńKiedy Next ? :D
OdpowiedzUsuń