Sophie's PoV
-Ja-ja musze iść.- mruknelam opuszczając głowę w dół.
-Nie musisz.- odpowiedział mi unoszac mój podbrodek. -zostań.
-Nie, Justin.- wyrwałam mu się i wyszedłam z sali, kierując sie od razu do wyjścia ze szkoły. Zimne powietrze uderzylo w moje ciało na co bardziej opatuliłam się swetrem.
-Sophie!- Justin nadal wołał mnie, jednak zignorowałam to.
Wracałam do domu obmyślając to co zrobiłam. Paul się wscieknie, jeśli się dowie. Poza tym, przecież ja nienawidze Bieber'a! Boże.. dziewczyno co ty zrobiłaś.
Wkroczyłam do domu zdejmując swoje buty i poszłam na górę, nie zamieniając słowa z ojcem.
Walnęłam się na łóżko i patrzyłam w sufit. Dotknęłam kciukiem swoich ust, od razu uśmiechając się, nawet nie wiem czemu. Przymknęłam oczy i jeszcze raz przetworzyłam tą sytuację w mojej glowie.
Cholera, zapomnij o tym.
Nadal czułam jego dłonie na mojej talii, jego miękkie wargi na moich, jego włosy.. jego karmelowe oczy. Mentalnie powinnam uderzyć się w twarz za to co robię.
Czy pocałunek można nazwać zdrada?
Nie, Paul się o tym nie dowie, nie może tak samo jak ktoś inny. To jest tylko między mną a Justinem.
Nasz mały sekret, który musi ulec zapomnieniu.
Uległam mu. Uległam osobie, której z całego serca nienawidziłam.
Czułam sie teraz jak jedna z bohaterek komedii romantycznych, która całuje się ze swoim wrogiem, potem zakochuje się w nim i zdradza swojego chłopaka aż do czasu, gdy sie z nim nie pokłóci i pod pretekstem kłótni, rozstanie sie z nim. Nie, u mnie tak nie bedzie. To była jednorazowa pomyłka, nic więcej.
Muszę zacząć go unikać, jego towarzystwo źle na mnie działa.
Przestan o nim myśleć.
Nie mogę sie z nim spotykać.
Następnego dnia po wykonaniu porannych czynności, wsiadłam w auto i odjechałam prosto do szkoły. Były spore korki więc spóźnienie było gwarantowane. Nienawidze życia w tym mieście, szczególnie z rana. Ugh.
Wysiadłam z auta i skierowałam się do wejścia do szkoły. Unioslam wzrok z brukowanej powierzchni i ujrzałam chłopaka stojącego przy wejsciu. O nie.
-Hej.- uśmiechnął się kiwając się na piętach.
-Justin, daj mi wejść.
Otworzył mi drzwi.
-Proszę bardzo.- wszedł za mną.- czekałem na ciebie.- stanął przede mną i odgarnął moje włosy z twarzy. Odsunęłam głowę.
-Niepotrzebnie.- mruknelam wymijając go.
-Ej Sophie, co jest?- szedł teraz przy moim boku.
-Przestan się kręcić obok mnie, tworzysz tylko problemy.- włożyłam książki do szafki i oparłam się o nią.- słuchaj i tak jestem spóźniona, więc możemy pogadać?- starałam sie nie patrzec na niego.
-Okej. O czym?- wsunal ręce w kieszenie.
-Zapomnij o tym co było wczoraj.
-Dlaczego miałbym?
-Proszę cię o to, Justin. To była pomyłka, nie powinnam..
-Dokładnie, nie powinnas. Boisz sie go nadal, tak? To dlatego?
-Nie, to nie o to cho-
-O to. Myślisz, ze jestem głupi? Ale wiesz co? Nie musisz już sie bac,bo to ja wczoraj wygrałem. Chyba dzięki temu pocalunkowi. -puścił mi oczko.
-Skończmy nasza znajomość, okej? Ja zapomnę o porwaniu, wybacze ci. Będę sie trzymać z daleka.
-A co jeśli spodobalas mi sie?
O cholera.
Justin's PoV
-A co jeśli spodobalas mi się?- wypalilem.
-Ale j-jak tto?
-Nie udawajmy, jesteś śliczna, moze trochę zadziorna, ale nadal podobasz mi się.
-Justin..
-No co? Mam prawo do tego.- mruknąłem.- nic nie stoi nam na przeszkodzie.
-Nie podobasz mi się, zrozum to. Poza tym, mam chłopaka.
-Zawsze możesz mieć innego.- parsknąłem.- wiesz, zawsze dostaje to, czego chce.
-Chcesz mnie?- zasmiała się bez humoru.- jestem jakąś rzeczą czy co?
-Nie o to chodzi.
-To o co!- warknęła.
-Nie tym tonem.- uniosłem na nią brew.
-Mam w dupie to co do mnie mówisz, nigdy nie bede twoja, a co bardziej twoja wlasnoscia! Uderz się w ten pusty łeb, jeśli to w ogóle pomoże.
Zbliżylem sie do niej chyba szybciej niż sie spodziewala i chwyciłem ją za ramiona.
-Sophie, daj spokój, dobra? Zmienię sie jeśli będziemy razem.
-Nie Justin! Odpieprz sie ode mnie!- wyrwała się z mojego uścisku i pokierowala sie w stronę schodów prowadzących na pierwsze piętro. Oparlem sie o ścianę i w tej samej chwili zadzwonił dzwonek. Z klasy obok mnie wyszedł Paul.
Utrzymywalem z nim kontakt wzrokowy, mierząc go od góry do dołu.
Wygrałem to, bo odwrócił spojrzenie pierwszy. Na jego twarzy widoczne były jeszcze rozciecia po wczorajszej walce.
Zasmialem sie pod nosem .
O to chodziło.
Po przesiedzeniu tych cholernie ciężkich 7 godzin w popieprzonej szkole, wsiadlem do auta i przyspieszajac do ostatniej kreski na liczniku predkosci, jechałem do domu.
Kochałem czuć adrenaline w każdej żyle mojego ciała.
To to mnie pobudzalo i dawało mi więcej siły codziennie.Ten, kto wymyślił samochód powinien dostać wszelkie nagrody świata. Wyprzedzalem samochody na każdej drodze wciskajac pedal gazu. Wjechałem na podjazd zatrzymując sie przed samym wejściem. O tak.
Wysiadlem i wszedłem do mieszkania.
-Jestem!- warknalem i rzuciłem plecak w kat pokoju.
Do moich nozdrzy dostał sie zapach pieczonego kurczaka.
Jak kiedyś w domu..
Wszedłem w głąb mieszkania do kuchni połączonej z salonem.
-Justin!
Usmiechnąłem się.
To była Lizzy, dziewczyna Chrisa, najwyraźniej musieli się zejść z powrotem bo ostatnio mieli jakiś kryzys, chuj wie. Nie było jej a teraz wróciła.
-Czesc Liz. Od razu wiedziałem że to Ty wrocilas.
-Dzięki Justin, że doceniasz moje zdolności kulinarne.- zasmiala sie.- co u ciebie?
-Wszystko okej, jak narazie.- usiadłem na stołku przy blacie.- a wy z Chrisem jesteście znów razem?
-Tak.- zarumienila sie.- o właśnie, może w końcu masz kogoś? Ta dziwka Sam działała mi na nerwy.- skrzywila sie na co zasmialem się.
-Nie mam.- wzruszylem ramionami.
-Na pewno Bieber?
-Liz.- zasmialem sie.- na pewno.
-Byłam wczoraj na twojej walce z jakims Paulem i wiesz co? Widziałam jak sie całowałeś, wiec nie klam.- uderzyła mnie w ramię.
Zasmialem sie.
-Nie jestem z nia.
-Boże, nigdy nie ogarne facetów.- pokrecila glowa.
-Tym razem to ja nie ogarniam kobiet. Tamta dziewczyna jest skomplikowana.
Odwrócilem sie i zobaczylem jak do domu wchodzi Chris z Lukiem i Jayem.
-Hej skarbie.- Chris podszedł i pocałował ją w policzek.
-Cholera, jestem glodny jak wilk! Co tak pachnie?- Luke wszedł do salonu.- Aaa, Liz, to wszystko wyjaśnia.- uśmiechnal sie.
-Tak.- zasmiala się.- Justin pomozesz mi?- skinela glowa na piekarnik.
-Jasne.- wstalem i wyjalem jej naczynie z jedzeniem.
-A Bieber jak tam w szkole, co?- Jay zasmial sie.
-Dobrze, nie narzekam.- zasmialem się.
Usiedlismy razem przy stole i zaczęliśmy jeść, dopóki naszego wspólnego posliku nie przerwal dźwięk telefonu Luke'a.
-Co znowu..- mruknął odblokowujac go i sprawdzajac wiadomość sms.
-Co?- powiedziałem spoglądając na niego.
Podał mi telefon odsuwając się z krzesłem i wsuwając palce we włosy.
Poczułem natychmiastową złość w moim organizmie, jakby wlano mi w żyły nadmiar adrenaliny.
Odsunalem sie od stolu i zaciskajac ręce w pięści, wstałem i oparłem się o blat.
-Skurwysyny..
Usłyszałem dzwonek do drzwi.
-Ja pójdę.- mruknęła Lizzy i wstała, kierując się do drzwi. Oparłem się teraz o ścianę i odchyliłem głowę do tyłu, myśląc co dalej robić.
Musimy się na nich zemścić.. zanim oni zrobią to z nami.
-Chris..
Chris wstał i podbiegł do Liz, odwróciłem się, aby spojrzeć co się stało. Mieli kamienne twarze, Chris odwrócił się do mnie.
-Mamy ofiarę. - spojrzałem i zauważyłem czarny worek.
____________________________________________________________________________
-Ja-ja musze iść.- mruknelam opuszczając głowę w dół.
-Nie musisz.- odpowiedział mi unoszac mój podbrodek. -zostań.
-Nie, Justin.- wyrwałam mu się i wyszedłam z sali, kierując sie od razu do wyjścia ze szkoły. Zimne powietrze uderzylo w moje ciało na co bardziej opatuliłam się swetrem.
-Sophie!- Justin nadal wołał mnie, jednak zignorowałam to.
Wracałam do domu obmyślając to co zrobiłam. Paul się wscieknie, jeśli się dowie. Poza tym, przecież ja nienawidze Bieber'a! Boże.. dziewczyno co ty zrobiłaś.
Wkroczyłam do domu zdejmując swoje buty i poszłam na górę, nie zamieniając słowa z ojcem.
Walnęłam się na łóżko i patrzyłam w sufit. Dotknęłam kciukiem swoich ust, od razu uśmiechając się, nawet nie wiem czemu. Przymknęłam oczy i jeszcze raz przetworzyłam tą sytuację w mojej glowie.
Cholera, zapomnij o tym.
Nadal czułam jego dłonie na mojej talii, jego miękkie wargi na moich, jego włosy.. jego karmelowe oczy. Mentalnie powinnam uderzyć się w twarz za to co robię.
Czy pocałunek można nazwać zdrada?
Nie, Paul się o tym nie dowie, nie może tak samo jak ktoś inny. To jest tylko między mną a Justinem.
Nasz mały sekret, który musi ulec zapomnieniu.
Uległam mu. Uległam osobie, której z całego serca nienawidziłam.
Czułam sie teraz jak jedna z bohaterek komedii romantycznych, która całuje się ze swoim wrogiem, potem zakochuje się w nim i zdradza swojego chłopaka aż do czasu, gdy sie z nim nie pokłóci i pod pretekstem kłótni, rozstanie sie z nim. Nie, u mnie tak nie bedzie. To była jednorazowa pomyłka, nic więcej.
Muszę zacząć go unikać, jego towarzystwo źle na mnie działa.
Przestan o nim myśleć.
Nie mogę sie z nim spotykać.
Następnego dnia po wykonaniu porannych czynności, wsiadłam w auto i odjechałam prosto do szkoły. Były spore korki więc spóźnienie było gwarantowane. Nienawidze życia w tym mieście, szczególnie z rana. Ugh.
Wysiadłam z auta i skierowałam się do wejścia do szkoły. Unioslam wzrok z brukowanej powierzchni i ujrzałam chłopaka stojącego przy wejsciu. O nie.
-Hej.- uśmiechnął się kiwając się na piętach.
-Justin, daj mi wejść.
Otworzył mi drzwi.
-Proszę bardzo.- wszedł za mną.- czekałem na ciebie.- stanął przede mną i odgarnął moje włosy z twarzy. Odsunęłam głowę.
-Niepotrzebnie.- mruknelam wymijając go.
-Ej Sophie, co jest?- szedł teraz przy moim boku.
-Przestan się kręcić obok mnie, tworzysz tylko problemy.- włożyłam książki do szafki i oparłam się o nią.- słuchaj i tak jestem spóźniona, więc możemy pogadać?- starałam sie nie patrzec na niego.
-Okej. O czym?- wsunal ręce w kieszenie.
-Zapomnij o tym co było wczoraj.
-Dlaczego miałbym?
-Proszę cię o to, Justin. To była pomyłka, nie powinnam..
-Dokładnie, nie powinnas. Boisz sie go nadal, tak? To dlatego?
-Nie, to nie o to cho-
-O to. Myślisz, ze jestem głupi? Ale wiesz co? Nie musisz już sie bac,bo to ja wczoraj wygrałem. Chyba dzięki temu pocalunkowi. -puścił mi oczko.
-Skończmy nasza znajomość, okej? Ja zapomnę o porwaniu, wybacze ci. Będę sie trzymać z daleka.
-A co jeśli spodobalas mi sie?
O cholera.
Justin's PoV
-A co jeśli spodobalas mi się?- wypalilem.
-Ale j-jak tto?
-Nie udawajmy, jesteś śliczna, moze trochę zadziorna, ale nadal podobasz mi się.
-Justin..
-No co? Mam prawo do tego.- mruknąłem.- nic nie stoi nam na przeszkodzie.
-Nie podobasz mi się, zrozum to. Poza tym, mam chłopaka.
-Zawsze możesz mieć innego.- parsknąłem.- wiesz, zawsze dostaje to, czego chce.
-Chcesz mnie?- zasmiała się bez humoru.- jestem jakąś rzeczą czy co?
-Nie o to chodzi.
-To o co!- warknęła.
-Nie tym tonem.- uniosłem na nią brew.
-Mam w dupie to co do mnie mówisz, nigdy nie bede twoja, a co bardziej twoja wlasnoscia! Uderz się w ten pusty łeb, jeśli to w ogóle pomoże.
Zbliżylem sie do niej chyba szybciej niż sie spodziewala i chwyciłem ją za ramiona.
-Sophie, daj spokój, dobra? Zmienię sie jeśli będziemy razem.
-Nie Justin! Odpieprz sie ode mnie!- wyrwała się z mojego uścisku i pokierowala sie w stronę schodów prowadzących na pierwsze piętro. Oparlem sie o ścianę i w tej samej chwili zadzwonił dzwonek. Z klasy obok mnie wyszedł Paul.
Utrzymywalem z nim kontakt wzrokowy, mierząc go od góry do dołu.
Wygrałem to, bo odwrócił spojrzenie pierwszy. Na jego twarzy widoczne były jeszcze rozciecia po wczorajszej walce.
Zasmialem sie pod nosem .
O to chodziło.
Po przesiedzeniu tych cholernie ciężkich 7 godzin w popieprzonej szkole, wsiadlem do auta i przyspieszajac do ostatniej kreski na liczniku predkosci, jechałem do domu.
Kochałem czuć adrenaline w każdej żyle mojego ciała.
To to mnie pobudzalo i dawało mi więcej siły codziennie.Ten, kto wymyślił samochód powinien dostać wszelkie nagrody świata. Wyprzedzalem samochody na każdej drodze wciskajac pedal gazu. Wjechałem na podjazd zatrzymując sie przed samym wejściem. O tak.
Wysiadlem i wszedłem do mieszkania.
-Jestem!- warknalem i rzuciłem plecak w kat pokoju.
Do moich nozdrzy dostał sie zapach pieczonego kurczaka.
Jak kiedyś w domu..
Wszedłem w głąb mieszkania do kuchni połączonej z salonem.
-Justin!
Usmiechnąłem się.
To była Lizzy, dziewczyna Chrisa, najwyraźniej musieli się zejść z powrotem bo ostatnio mieli jakiś kryzys, chuj wie. Nie było jej a teraz wróciła.
-Czesc Liz. Od razu wiedziałem że to Ty wrocilas.
-Dzięki Justin, że doceniasz moje zdolności kulinarne.- zasmiala sie.- co u ciebie?
-Wszystko okej, jak narazie.- usiadłem na stołku przy blacie.- a wy z Chrisem jesteście znów razem?
-Tak.- zarumienila sie.- o właśnie, może w końcu masz kogoś? Ta dziwka Sam działała mi na nerwy.- skrzywila sie na co zasmialem się.
-Nie mam.- wzruszylem ramionami.
-Na pewno Bieber?
-Liz.- zasmialem sie.- na pewno.
-Byłam wczoraj na twojej walce z jakims Paulem i wiesz co? Widziałam jak sie całowałeś, wiec nie klam.- uderzyła mnie w ramię.
Zasmialem sie.
-Nie jestem z nia.
-Boże, nigdy nie ogarne facetów.- pokrecila glowa.
-Tym razem to ja nie ogarniam kobiet. Tamta dziewczyna jest skomplikowana.
Odwrócilem sie i zobaczylem jak do domu wchodzi Chris z Lukiem i Jayem.
-Hej skarbie.- Chris podszedł i pocałował ją w policzek.
-Cholera, jestem glodny jak wilk! Co tak pachnie?- Luke wszedł do salonu.- Aaa, Liz, to wszystko wyjaśnia.- uśmiechnal sie.
-Tak.- zasmiala się.- Justin pomozesz mi?- skinela glowa na piekarnik.
-Jasne.- wstalem i wyjalem jej naczynie z jedzeniem.
-A Bieber jak tam w szkole, co?- Jay zasmial sie.
-Dobrze, nie narzekam.- zasmialem się.
Usiedlismy razem przy stole i zaczęliśmy jeść, dopóki naszego wspólnego posliku nie przerwal dźwięk telefonu Luke'a.
-Co znowu..- mruknął odblokowujac go i sprawdzajac wiadomość sms.
-Co?- powiedziałem spoglądając na niego.
Podał mi telefon odsuwając się z krzesłem i wsuwając palce we włosy.
Od: Nieznany
Wasz koniec jest bliski. Bądźcie czujni.
Odsunalem sie od stolu i zaciskajac ręce w pięści, wstałem i oparłem się o blat.
-Skurwysyny..
Usłyszałem dzwonek do drzwi.
-Ja pójdę.- mruknęła Lizzy i wstała, kierując się do drzwi. Oparłem się teraz o ścianę i odchyliłem głowę do tyłu, myśląc co dalej robić.
Musimy się na nich zemścić.. zanim oni zrobią to z nami.
-Chris..
Chris wstał i podbiegł do Liz, odwróciłem się, aby spojrzeć co się stało. Mieli kamienne twarze, Chris odwrócił się do mnie.
-Mamy ofiarę. - spojrzałem i zauważyłem czarny worek.
____________________________________________________________________________
ta-dam! *fanfary*
oto i jest! 8 rozdział yay! brawa!
pisałam go bardzo długo ale mysle ze sie spodoba
przepraszam za ewentualne błędy
do następnego :*
On jest genialny *.*
OdpowiedzUsuńAle długo czekałam aż go wstawisz ; oo
Nie mogę się doczekać następnego ^^
Justin jest taki bahkcksavs *___*
Poinformuj mnie jak będzie nowy rozdział
@kopytko_bitch
P.S. Jestem twoją pierwszą oficjalną fanką twojego bloga *.*
Świetne ;)
OdpowiedzUsuńdodaj bloga na http://justinbieberfanfictionpl.blogspot.com/ będziesz miec wiecej wyswietlen :D
OdpowiedzUsuń+super :)) czekam na nastepny
Kiedy kolejny bo nie moge się doczekać? :)
OdpowiedzUsuń