środa, 29 stycznia 2014

Nine

-Kurwa.-mruknąłem odsuwając suwak czarnego worka.
Samantha Rocks.
-Liz, chodź.- Chris zabrał ja do kuchni, podczas gdy ja zapialem go z powrotem i nie musialem sie zastanawiać kto to zrobił.
-Luke!
Brunet przybiegł do mnie.
-Kurwa mac, Bieber zartujesz sobie..
-Wyglądam jakbym żartował kurwa?!-unioslem sie.
-Trzeba zakopać to gowno.
-Tym razem, zróbcie to porządnie, a nie jak ostatnio gdy psy mnie zatrzymały.- warknalem.
-Poza tym, kto to jest?
-Samantha.
-Ta dziwka? Oh, dużej straty nie ma..no może dla twojego kutasa.- klepnal mnie po plecach a ja oddałem mu w twarz.
-Zamknij kiedyś swój pieprzony ryj.
Poszedłem na górę i kopnalem to co stanęło na mojej drodze. Dziś była to komoda w przedpokoju, wszystkie rzeczy z niej zlecialy a ja musiałem jakoś rozładować emocje.
Kurwa mac.
Zapierdole tych kutasow.
Chcieli wojny? Będą ją mieli.


Sophie's PoV

Wyszłam ze szkoły porządnie wkurzona. Mówiłam mu, ze ten pocałunek nic nie znaczył, a on dalej swoje. Nie chce być z nim. Prawdę mówiąc, nawet go nie znam. Potraktował mnie jak śmiecia.
Nigdy w życiu nie widziałam kogos tak bipolarnego jak Justin. Ma gorsze humory niż kobieta w ciąży, dosłownie. W jednej chwili jest miły, przyjacielski (w dużym przybliżeniu) a następnie jest gotowy przystawic ci bron do głowy i odbezpieczyc pistolet strzelając w ciebie.
On naprawdę powinien sie leczyć.
Jestem jednak ciekawa co jest powodem takich zachowań. Wiem, że Justin nie mieszka z rodzicami tylko z tymi kolegami. Może ich obecność tak na niego dziala? Nie wiem i nie chce wiedzieć.
Ugh po co w ogóle o nim myślę.
Usiadłam na łóżku i wybrałam numer Emmy. Nigdy nie bylam lubiana w szkole ze względu na plotki o moim ojcu, ze jest zabójca i tak dalej. No cóż..nie byly to takie plotki. Każdy zawsze wiedzial o mnie więcej niz ja sama. Pamiętam, ze gdy byłam jeszcze w podstawowce, strasznie padało a ja nie mialam parasolki.
Mała brunetka wychodziła obok mnie i wtedy zaproponowała mi, żebyśmy wróciły razem. Wtedy poznałam Emmę - moją przyjaciółkę do dziś.
Jest ona starsza ode mnie o dwa lata, ale ludzie zawsze twierdzą, ze nie ma miedzy nami zadnej różnicy w wyglądzie. W charakterze jest, to ja jestem ta poważniejsza..umm..a Emma? Prawdę mówiąc, życie to dla niej zabawa.
Ciągle sie śmieje, ale wiem, ze nie miała lekko w życiu. Ludzie odsuwali ją od siebie, przez to, że zawsze odstawala od społeczeństwa. Chociażby wyglądem, nie była masakrycznie chuda jak większość dziewczyn ze szkoły. Emma zawsze mi pomaga.
 Pierwsza impreza, pierwszy chłopak, pierwsza ucieczka - wiedziała o wszystkim, oprócz o Justinie.
-Hej!- odpowiedziala mi od razu odbierając telefon- co tam u mojej piękności?
Zasmialam sie.
-Hej Emma, wszystko..okej, a u ciebie?
-Mow mi co sie dzieje.
-Nic sie nie dzieje, naprawdę.
-Co zrobił Paul?
-Nic.-mruknelam.
-Jezu Sophie, mogę wsiąść w pociąg i zaraz do ciebie przyjechac, jeśli nie chcesz mówić to cie zmusze.
-Nie chce zebys opuszczała zajecia.
-Ups, za późno.- zasmiala sie.
-Wariatka.- smialam sie.
-Dobra, teraz na powaznie, co sie stało, ze jesteś smutna, huh?
-Długa historia, bardzo długa.-westchnęłam.
-Mam czas, opowiadaj..
-Zostałam porwana jakiś czas temu, ale zanim zaczniesz krzyczeć, porwana przez przypadek.
-O-okej. Kontynuuj.
-Porwał mnie gang chłopakow, którzy jak potem sie okazało, byli wrogami mojego ojca i wujka. I był tam jeden taki..
-Zakochałaś sie? Boże, Soph..
-Nie! Nie zakochalam, ale daj mi dokończyć! Był wkurwiony bo nie chciałam sie z nim przespać, kilka razy do niego pyskowalam więc postrzelił mnie w ramię.
-Czy ty jesteś norm..
-DAJ MI DOKOŃCZYĆ!-warknelam, ciszę po drugiej stronie uznalam za odpowiedź wiec kontynuowalam. - Nic mi sie nie stało, opatrzył mi ranę i następnego dnia przyjechał moj ojciec po mnie z Rodgerem, rozmawiali sobie no i zeby odczepil sie ode mnie w koncu ten gang, zaczęłam ich bronić, że oni mnie nie porwali tylko ocalalili.
-Potem zwyzywalam ojca i oni wrócili do domu, a ja zostałam z chłopakami.
-To brzmi jak horror, ale mów dalej.
-Potem w szkole Justin zaczął do mnie przychodzić. Pokłóciłam sie z Paulem i uderzył mnie a Justin poszedł sie z nim bić.
-Czekaj czekaj.-mruknela.- Justin, ten, który cie postrzelił potem stanął w twojej obronie?
-Tak.-westchnelam.- a teraz on chce być ze mną.
-Bo?
-Bo..w czasie tej walki.- westchnelam.- ja nie wiem co sie ze mną stało..
-Przelizałaś się z nim, prawda?
-Mhm.
-Głośniej bo nie słyszę.
-Tak! Zadowolona!?
-Bardzo, a zalujesz tego, czy nie bardzo?- spytała.
-Nie wiem.- mruknelam opierając sie o oparcie łóżka.- nie kocham Paula tak jak kiedyś, krzywdzil mnie.
-Podoba ci sie Justin?
-Ughhh...-zarumienilam sie.- jest..umm..jest kurewsko przystojny i co z tego?
-Prześlij mi jego zdjęcie.
-Skąd mam je mieć?
-Może ci wgral?
-Czekaj.- spojrzalam na telefon i weszlam w galerię, dostrzegając jego zdjęcie.- co za dupek..
-Wysyłaj.- zasmiala się.
-Już.- kilknelam na zdjęcie i wysłałam.-Halo Emma, jesteś?
-Okurwaniewierze.
-Co ty powiedziałas?- zasmialam się.
-Że powinien iść na modela do Calvina Kleina.
Zaczęłam sie smiac.
-Jesteś głupia.
-Ty bardziej, słoneczko.
Uslyszalam dźwięk nowego połączenia.
-Poczekaj i nie odzywaj sie, ktoś do mnie dzwoni.- dolaczylam ten numer do połączenia. -Halo?
-Sophie.
Boże.
-Skąd ty masz mój numer?
-Możemy sie umówić?
-Zapytałam pierwsza.- warknelam.
-Znalazłem w książce telefonicznej.
-Kłam dalej, gnojku.- mruknelam.- Nigdzie z tobą nie pójdę.
-Musimy pogadać. Będę na skrzyżowaniu obok twojego domu za dziesięć minut. Czesc.- rozlaczyl sie.
-Słyszałas to?!
-O tak, słyszałam. Masz iść z nim.- Emma prawie krzyknęła do słuchawki.
-Ale..
-Idź!- rozlaczyla sie.
-Jezu..- jęknęłam rzucając telefon na poduszki i podniosłam się z łóżka, podchodząc do okna i opierając się o parapet. Co ja robię ze swoim życiem?
Wyjęłam sweter z szafy i opatuliłam się nim,schodząc ze schodów i kierując się do wyjścia.
-Gdzie idziesz?
Odwróciłam się i zobaczyłam tatę opierającego się o poręcz schodów.
-Emma wróciła, chce  się z nią zobaczyć.
-Na pewno?
-Tak.-uśmiechnęłam się i pokiwałam głową.
-Podwieźć cię?
-Nie, dzięki tato. Poradze sobie.
-Jesteś zła?- spytał
-Niee. Muszę już iść, będę najpóźniej po 20, dobrze?
-Okej, milej zabawy i pozdrów Emmę.
Ubrałam buty i już miałam wychodzić.
-Kocham cię córeczko.
Uśmiechnęłam się pod nosem i wyszłam z domu kierując się w stronę skrzyżowania, gdzie miał czekać Justin.

Z punktu widzenia osoby trzeciej

Chłopak stał przy skrzyżowaniu nerwowo rozglądając się w różne strony, szukając wzrokiem Sophie. Zauważył ją i zaczął iść w jej kierunku. Dziewczyna uśmiechnęła się dysretnie pod nosem zerkając na niego.
-Co chciałeś?-mruknęła opatulając rękoma ramiona i patrząc na  niego.
-Mam do ciebie prośbę, to ważne.
-Okej, mów.
-Możemy się przejść?- wskazał kciukiem na pobliski park.
-Dobra.- wzruszyła ramionami i nastolatkowie podążyli w kierunku parku.
-Zrozumiem jeśli nie będziesz chciała mi pomoc, ale to dla mnie ważne, naprawdę.
-Powiedz mi o co chodzi. Jeśli mam być w to zamieszana, zastanowię się.
-Mamy teraz duże kłopoty, ja i mój gang. Chcemy na kogos napaść ale potrzebne nam alibi. Dlatego zwracam się do ciebie.
-Masz nadzieje, ze będę cie kryc?- zaśmiała się bez humoru.
-Tak, mam taka nadzieje. Powinnas się cieszyc ze jeszcze zyjesz a nie być niewdzięczną suką.- warknął.
-Teraz na mnie warczysz, a wcześniej mnie całowałeś, idioto!
-Odwzajemniłaś to! I nie mów ze ci się nie podobalo, bo wiem ze było inaczej.- puscil jej oczko.
Wywrociła oczami.
-Nie wracajmy do tego.
-Ja nawet chętnie bym to powtórzył. Nie wiem jak ty.
-Nie.- spojrzała na niego spod byka.
-Więc?
-Umowa stoi, ale co za to dostanę?
-Wszystko co będziesz chciała.
-Wiesz czego chcę? Świętego spokoju, tylko o  tyle proszę.- mruknęła patrząc w dal.
-Dostaniesz go, obiecuję.
-Obiecujesz?- spytała z nadzieją w oczach.-Boże pierwszy raz jesteś taki poważny.
-Obiecuję Ci, teraz tutaj.
-Więc co mam im powiedzieć?
-Powiedz ze byliśmy na imprezie i wyszliśmy razem wcześniej, poszliśmy do mnie i no wiesz...
Westchnęła głośno.
-Pieprzyliśmy się, tak?
-Tak, dokładnie.- uśmiechnął się.- wiesz, zawsze może to być prawda.- puścił jej oczko.
-Nie, nigdy w życiu, jeśli tylko tyle chciałeś, to ja już pójdę.
Chłopak chciał pocałować ją w policzek, ale ona się odwróciła.
-Cześć.

_________________________________

nic


poniedziałek, 13 stycznia 2014

Eight

Sophie's  PoV

-Ja-ja musze iść.- mruknelam opuszczając głowę w dół.
-Nie musisz.- odpowiedział mi unoszac mój podbrodek. -zostań.
-Nie, Justin.- wyrwałam mu się i wyszedłam z sali, kierując sie od razu do wyjścia ze szkoły. Zimne powietrze uderzylo w moje ciało na co bardziej opatuliłam się swetrem.
-Sophie!- Justin nadal wołał mnie, jednak zignorowałam to.
Wracałam do domu obmyślając to co zrobiłam. Paul się wscieknie, jeśli się dowie. Poza tym, przecież ja nienawidze Bieber'a! Boże.. dziewczyno co ty zrobiłaś.
Wkroczyłam do domu zdejmując swoje buty i poszłam na górę, nie zamieniając słowa z ojcem.
Walnęłam się na łóżko i patrzyłam w sufit. Dotknęłam kciukiem swoich ust, od razu uśmiechając się, nawet nie wiem czemu. Przymknęłam oczy i jeszcze raz przetworzyłam tą sytuację w mojej glowie.
Cholera, zapomnij o tym.
Nadal czułam jego dłonie na mojej talii, jego miękkie wargi na moich, jego włosy.. jego karmelowe oczy. Mentalnie powinnam uderzyć się w twarz za to co robię.
Czy pocałunek można nazwać zdrada?
Nie, Paul się o tym nie dowie, nie może tak samo jak ktoś inny. To jest tylko między mną a Justinem.
Nasz mały sekret, który musi ulec zapomnieniu.
Uległam mu. Uległam osobie, której z całego serca nienawidziłam.
Czułam sie teraz jak jedna z bohaterek komedii romantycznych, która całuje się ze swoim wrogiem, potem zakochuje się w nim i zdradza swojego chłopaka aż do czasu, gdy sie z nim nie pokłóci i pod pretekstem kłótni, rozstanie sie z nim. Nie, u mnie tak nie bedzie. To była jednorazowa pomyłka, nic więcej.
Muszę zacząć go unikać, jego towarzystwo źle na mnie działa.
Przestan o nim myśleć.
Nie mogę sie z nim spotykać.
  Następnego dnia po wykonaniu porannych czynności, wsiadłam w auto i odjechałam prosto do szkoły. Były spore korki więc spóźnienie było gwarantowane. Nienawidze życia w tym mieście, szczególnie z rana. Ugh.
Wysiadłam z auta i skierowałam się do wejścia do szkoły. Unioslam wzrok z brukowanej powierzchni i ujrzałam chłopaka stojącego przy wejsciu. O nie.
-Hej.- uśmiechnął się kiwając się na piętach.
-Justin, daj mi wejść.
Otworzył mi drzwi.
-Proszę bardzo.- wszedł za mną.- czekałem na ciebie.- stanął przede mną i odgarnął moje włosy z twarzy. Odsunęłam głowę.
-Niepotrzebnie.- mruknelam wymijając go.
-Ej Sophie, co jest?- szedł teraz przy moim boku.
-Przestan się kręcić obok mnie, tworzysz tylko problemy.- włożyłam książki do szafki i oparłam się o nią.- słuchaj i tak jestem spóźniona, więc możemy pogadać?- starałam sie nie patrzec na niego.
-Okej. O czym?- wsunal ręce w kieszenie.
-Zapomnij o tym co było wczoraj.
-Dlaczego miałbym?
-Proszę cię o to, Justin. To była pomyłka, nie powinnam..
-Dokładnie, nie powinnas. Boisz sie go nadal, tak? To dlatego?
-Nie, to nie o to cho-
-O to. Myślisz, ze jestem głupi? Ale wiesz co? Nie musisz już sie bac,bo to ja wczoraj wygrałem. Chyba dzięki temu pocalunkowi. -puścił mi oczko.
-Skończmy nasza znajomość, okej? Ja zapomnę o porwaniu, wybacze ci. Będę sie trzymać z daleka.
-A co jeśli spodobalas mi sie?
O cholera.

Justin's PoV

-A co jeśli spodobalas mi się?- wypalilem.
-Ale j-jak tto?
-Nie udawajmy, jesteś śliczna, moze trochę zadziorna, ale nadal podobasz mi się.
-Justin..
-No co? Mam prawo do tego.- mruknąłem.- nic nie stoi nam na przeszkodzie.
-Nie podobasz mi się, zrozum to. Poza tym, mam chłopaka.
-Zawsze możesz mieć innego.- parsknąłem.- wiesz, zawsze dostaje to, czego chce.
-Chcesz mnie?- zasmiała się bez humoru.- jestem jakąś rzeczą czy co?
-Nie o to chodzi.
-To o co!- warknęła.
-Nie tym tonem.- uniosłem na nią brew.
-Mam w dupie to co do mnie mówisz, nigdy nie bede twoja, a co bardziej twoja wlasnoscia! Uderz się w ten pusty łeb, jeśli to w ogóle pomoże.
Zbliżylem sie do niej chyba szybciej niż sie spodziewala i chwyciłem ją za ramiona.
-Sophie, daj spokój, dobra? Zmienię sie jeśli będziemy razem.
-Nie Justin! Odpieprz sie ode mnie!- wyrwała się z mojego uścisku i pokierowala sie w stronę schodów prowadzących na pierwsze piętro. Oparlem sie o ścianę i w tej samej chwili zadzwonił dzwonek. Z klasy obok mnie wyszedł Paul.
 Utrzymywalem z nim kontakt wzrokowy, mierząc go od góry do dołu.
Wygrałem to, bo odwrócił spojrzenie pierwszy. Na jego twarzy widoczne były jeszcze rozciecia po wczorajszej walce.
Zasmialem sie pod nosem .
O to chodziło. 

Po przesiedzeniu tych cholernie ciężkich 7 godzin w popieprzonej szkole, wsiadlem do auta i przyspieszajac do ostatniej kreski na liczniku predkosci, jechałem do domu.
Kochałem czuć adrenaline w każdej żyle mojego ciała.
 To to mnie pobudzalo i dawało mi więcej siły codziennie.Ten, kto wymyślił samochód powinien dostać wszelkie nagrody świata. Wyprzedzalem samochody na każdej drodze wciskajac pedal gazu.  Wjechałem na podjazd zatrzymując sie przed samym wejściem. O tak.
Wysiadlem i wszedłem do mieszkania.
-Jestem!- warknalem i rzuciłem plecak w kat pokoju.
Do moich nozdrzy dostał sie zapach pieczonego kurczaka.
  Jak kiedyś w domu..
Wszedłem w głąb mieszkania do kuchni połączonej z salonem.
-Justin!
Usmiechnąłem się.
 To była Lizzy, dziewczyna Chrisa, najwyraźniej musieli się zejść z powrotem bo ostatnio mieli jakiś kryzys, chuj wie. Nie było jej a teraz wróciła.
-Czesc Liz. Od razu wiedziałem że to Ty wrocilas.
-Dzięki Justin, że doceniasz moje zdolności kulinarne.- zasmiala sie.- co u ciebie?
-Wszystko okej, jak narazie.- usiadłem na stołku przy blacie.- a wy z Chrisem jesteście znów razem?
-Tak.- zarumienila sie.- o właśnie, może w końcu masz kogoś? Ta dziwka Sam działała mi na nerwy.- skrzywila sie na co zasmialem się.
-Nie mam.- wzruszylem ramionami.
-Na pewno Bieber?
-Liz.- zasmialem sie.- na pewno.
-Byłam wczoraj na twojej walce z jakims Paulem i wiesz co? Widziałam jak sie całowałeś, wiec nie klam.- uderzyła mnie w ramię.
Zasmialem sie.
-Nie jestem z nia.
-Boże, nigdy nie ogarne facetów.- pokrecila glowa.
-Tym razem to ja nie ogarniam kobiet. Tamta dziewczyna jest skomplikowana.
Odwrócilem sie i zobaczylem jak do domu wchodzi Chris z Lukiem i Jayem.
-Hej skarbie.- Chris podszedł i pocałował ją w policzek.
-Cholera, jestem glodny jak wilk! Co tak pachnie?- Luke wszedł do salonu.- Aaa, Liz, to wszystko wyjaśnia.- uśmiechnal sie.
-Tak.- zasmiala się.- Justin pomozesz mi?- skinela glowa na piekarnik.
-Jasne.- wstalem i wyjalem jej naczynie z jedzeniem.
-A Bieber jak tam w szkole, co?- Jay zasmial sie.
-Dobrze, nie narzekam.- zasmialem się.
Usiedlismy razem przy stole i zaczęliśmy jeść, dopóki naszego wspólnego posliku nie przerwal dźwięk telefonu Luke'a.
-Co znowu..- mruknął odblokowujac go i sprawdzajac wiadomość sms.
-Co?- powiedziałem spoglądając na niego.
Podał mi telefon odsuwając się z krzesłem i wsuwając palce we włosy.

Od: Nieznany 

Wasz koniec jest bliski. Bądźcie czujni.

Poczułem natychmiastową złość w moim organizmie, jakby wlano mi w żyły nadmiar adrenaliny.
Odsunalem sie od stolu i zaciskajac ręce w pięści, wstałem i oparłem się o blat.
-Skurwysyny..
Usłyszałem dzwonek do drzwi.
-Ja pójdę.- mruknęła Lizzy i wstała, kierując się do drzwi. Oparłem się teraz o ścianę i odchyliłem głowę do tyłu, myśląc co dalej robić.
Musimy się na nich zemścić.. zanim oni zrobią to z nami.
-Chris..
Chris wstał i podbiegł do Liz, odwróciłem się, aby spojrzeć co się stało. Mieli kamienne twarze, Chris odwrócił się do mnie.
-Mamy ofiarę. - spojrzałem i zauważyłem czarny worek.

____________________________________________________________________________


ta-dam! *fanfary*
oto i jest! 8 rozdział yay! brawa!
pisałam go bardzo długo ale mysle ze sie spodoba
przepraszam za ewentualne błędy
do następnego :*

niedziela, 22 grudnia 2013

Seven

Sophie PoV 

-Jak to nie wiesz kim on jest, do cholery?!- już od jakiś 20 minut klocilam się z Paulem. A co było powodem kłótni? To bardzo proste do zgadniecia.
Bieber.
-Paul, zrozum, ze nic nas nie łączy z nim!
-To skąd on ciebie zna?
-Przecież chodzimy do tej samej szkoły, to dziwne żeby mnie nie znał.
-Więc czemu nie było cie ostatnie 4 dni w szkole? Hm? On ma coś z tym związane?-warknał.
-Nie, Paul proszę cię uspokoj się.- oparlam sie o szafke.
-Nie mogę przestać, bo on położył na tobie swoje brudne łapy!
-Przesadzasz.-mruknęłam i odwróciłam się chcąc wyjąć książki.
-Co to jest?!- odwrócił mnie przodem i odsunął kołnierzyk mojej koszulki.- Czy ty próbujesz zrobić ze mnie idiote, Sophie?!
-Paul..ja nie wiem ja..
Poczułam silne uderzenie w policzek i odruchowo sie za niego chwyciłam i spojrzalam na Paula ze łzami w oczach. Czy on mnie przed chwilą uderzył?!
-Jesteś nienormalny.- wychlipałam.
-Następnym razem zastanów się co wyprawiasz!
Kątem oka zobaczyłam jak Justin wchodził do szkoły. Jego spojrzenie powedrowało na mnie i zaczął iść w moim kierunku. Spuściłam wzrok w dol i słuchalam reprymend Paula.
-Jesteś..Ughh...jesteś suką, rozumiesz?!-warknął na co ja się wzdrygnęłam.
-Przestań ją tak nazywać.- Justin podszedł i stanął za Paulem a ten sie odwrócił.
-Ty jej to zrobiłeś?!- rzucił sie na niego z pięściami a brunet odepchnął Westy'ego.
-Cokolwiek, smieciu.- wymierzył mu prawy sierpowy a Paul zwinął się z bólu. Patrzyłam z lekkim przerażeniem i strachem w oczach na zaistniałą sytuację. Sparaliżowana lękiem wzięłam książki i szybko poszłam w stronę klasy.
-Sophie. Czekaj!- Justin pobiegł za mną.
-Zostaw mnie w spokoju, oboje jesteście nienormalni!-warknęłam wchodząc do klasy i od razu zaczynając zajęcia lekcyjne.
Nie mogłam sie jednak skupić przez ból rosnący w sercu jak i na policzku. Czułam że straciłam zaufanie do Paula.
Lekcja minęła mi bardzo szybko.
Może to dlatego, ze cały czas myślałam o zachowaniu mojego chłopaka i Justina.
 Skoro mnie nie tolerował (mówiąc łagodnie) to po co odepchnął wtedy Paula? To mnie najbardziej ciekawiło. Zły chłopak, bad boy, z najniebezpieczniejszej dzielnicy Stratford, "ratuje" dziewczynę, która była jego nieskończonym zadaniem od jej chłopaka, który z zazdrości uderza ją.
Coś mi tu nie pasowało.
Nigdy, aż do teraz nie myslalam o Justinie jako chłopaku, który ma chociaż krztę serca. To było bardziej nieprawdopodobne niż mogłoby mi sie zdawac. Ludzie nie zmieniają sie tak łatwo, czego nauczyłam sie już kilka lat temu.
Wyszłam z klasy i kierowałam się w stronę klasy biologicznej.  
-Sophie! Zaczekaj!
Odwróciłam się. To był znowu Justin.
-Co?- założyłam ręce na klatke.
-Wszystko okej?- zblizył sie i wzrokiem penetrował moją twarz.
-Tak.- mruknelam.- nie rozumiem po co w ogóle pytasz.- parsknęłam.- od kiedy obchodzi cię czyjeś zdrowie?
-Nie obchodzi. Poprostu pytam.
-I myślisz, ze mam w to uwierzyć, tak? Mylisz sie, Bieber.
-Wierz w co chcesz, shawty. Nie obchosI mnie to co siedzi w twojej głowie. Cokolwiek sobie pomyslisz, pamiętaj, ze to ja decyduje o wszystkim. I radzę uważać na siebie następnym razem, bo nie będę ponownie cie ratowac.
-Ratować?- zasmialam mu sie w twarz.- a czy ja cię o coś prosilam, bo nie pamietam.
-Głupio byłoby gdyby taka ładna buzka byłaby posiniaczona. Nie ma za co, skarbie.
Wywróciłam oczami i odeszlam od niego.
Witamy z powrotem bipolarny panie Bieberze.

Justin's PoV 

Spojrzalem na nią od góry do dołu. Nie myliłem sie. Sophie jest piękna, ale dopóki nie jest moja..to nie ma sensu. Dziś, od razu po walce umowie sie z nią. Tak, to sobie obiecałem.
-Sophie!
Odwróciła się patrząc na mnie w irytujacy mnie sposób.
-Przyjdziesz na walkę?
-A mam jakiś wybór?-mruknela.
-Wiesz, ze nie?-zasmialem sie i podszedłem do niej, muskajac jej policzek, a ona odsunęła sie.
-Czesc.- warknela i odeszła.
Mała suka. Ale podoba mi się.
Wygram to i z wygrana zdobede ją.
Nałożyłem swoją skórzaną ramoneskę i wyszedłem z budynku trzaskajac drzwiami. Wsiadłem do swojego srebrnego Fiskera i ruszyłem w stronę magazynu na obrzeżach Stratford.
Od zawsze przygotowywałem sie tam do wszystkiego.
 Każda bójka, walka, strzelanina, napad.
To miejsce dawało mi więcej siły. Może dlatego, ze miałem związane z nim jakies wspomnienia.. Gdy byłem mały zawsze przychodziłem tu z ojcem, patrzyłem uważnie gdy on rozpakowywał broń i inne rzeczy.
Byłem związany ze światem przestępst od małego. Niedaleko stąd jest mały staw. Pamiętam jak dziś, gdy przyszedłem tam z Jeremym i razem łowiliśmy ryby.
Oczywiście nic nie zlowilismy, a mama czekała na rybę w domu razem z Jazzy i Jaxonem - moim bratem, który kiedyś zaginął i nigdy więcej go nie zobaczyłem.. Wracając jednak, poszedłem wraz z ojcem do najbliższego sklepu i kupilismy rybę. Przynieslismy ja do domu a mama udawała zdziwienie. Zaśmiałem sie na to wspomnienie. Kochałem spędzać z nimi czas, dopóki nie umarli..
Szedłem wzdłuż lasu z rękoma w kieszeniach kopiąc kamyki i ziemię podeszwą buta. W końcu dotarłem do miejsca ze stawem. Przeszedł przez kilka drzew i stałem centralnie na wzgórzu, podziwiając panoramę Stratford. To mnie uspokajało.
Wypuścilem powietrze z ust przecierając twarz dłońmi i oparlem sie o pień końcowo siadając na nim. Patrzyłem na teren wokoło i moją uwagę przykulo cos błyszczące w trawie.
 Wstałem i podeszłem tam.
 Był to srebrny nieśmiertelnik. Podniosłem go i dokładnie obkręciłem w palcach.

4.07.1975 + 1.03.06

-Kurwa!- rzuciłem go i kopnąłem w blaszany budynek magazynu.
To nie było możliwe.
Ktoś tu był.
Ktoś, kto zabił..mojego ojca.
-Ja pierdole.- zacząłem uderzać pięściami w budynek i poszczególne drzewa. Oddychałem ciezko i kopałem w podłoże. Spojrzałem na swoje obdarte knykcie i splunąłem w bok.
Od początku życia byłem skazany na taką przyszłość.
Zbiegłem na dół i wsiadłem do auta ruszając jak najszybciej mogłem. Adrenalina nadal płynęła w moich żyłach. Spojrzalem na zegarek, który wskazywał 19:27. Walka zaczynała sie o 19:30, a jeśli nie zjawie sie tam, przegram. Wcisnąłem pedał gazu i jechałem wyminając inne auta. Podjechałem pod szkole i wysiając zacząłem biec w kierunku wejścia. Otworzyłem drzwi a moim oczom ukazała sie duza grupka ludzi, ktorzy pewnie czekali na wstep na salę. Przecisnąłem sie między nimi i wszedłem do jednej z szatni, zdjąłem koszulkę a spodnie zmieniłem na dresy adidasa, założylem supry i wyszedłem przyciągając spojrzenia dziewczyn. Puściłem do nich oczko omijając je na co usłyszałem ich piski i westchnięcia.

Sophie PoV 

Spojrzałam w kierunku wejścia i zauwazylam, ze wchodzi Justin, który już od początku flirtował z jakimiś panienkami. Wywróciłam oczami i oparlam głowę na lokciach.
-Hej.- usiadł obok mnie.
-Czesc.- nie odwróciłam się do niego.
-Jak tam?
-Dobrze, jakoś żyję, a ty?
-Jest okej.- wzruszył ramionami.
-Mhm.- mruknelam patrząc że gromadzi się wiecęj ludzi. Naprawdę tyle osób jest zainteresowanych mordobiciem?
-Nie lubię walk.- mruknelam.
-Obiecuje, ze gdy wygram to pójdziemy gdzieś i wynagrodzę ci to.
-Nigdzie z tobą nie idę.
-Nie pytam sie ciebie o pozwolenie tylko oznajmiam, nie zrozumialas?
-Nie.
-No to twój problem, skarbie.-dotknął mojego uda a ja zsunęłam jego dłoń.
-Nie dotykaj mnie.
-Staram się być dla ciebie miły, powinnas to docenić, bo nie jestem taki dla wszystkich.
Taa.
-Mhm, doceniam.- mruknelam a on wziął mój podbrodek między swoje palce.
-Nie zauważyłem.- spojrzał w moje oczy, na co dostałam gesiej skórki. Jego spojrzenie było takie przenikliwe. Miał piękne, brązowe, oczy, które pod światłem miały lekko kolor miodowy.
-Masz bardzo ładne oczy.- powiedziałam nadal patrząc w jego oczy.
Ciarki były na moim ciele i nagle pragnęłam go pocałować. Oblizałam warge i poczułam dłoń Justina na mojej talii. Przyciągnął mnie do siebie a ja położyłam dłoń na jego klatce.
-Nie tu.- spojrzał to na moje usta i w oczy.-chodź.- wziął mnie za rękę i wstał a ja z nim.
Wyszliśmy z sali i od razu przy wejściu do szatni, Justin oparł mnie o ścianę a sam stanął przede mną opierając swoją dłoń przy mojej głowie.
Nie wiem czym to było, podobno takie rzeczy dzieją sie tylko w filmach.
Zlapałam go za tył głowy i przybliżyłam go do siebie łącząc nasze wargi.
Jego usta były takie miękkie, jezu. Położył dłoń na mojej talii pogłębiając pocałunek.
Otworzyłam lekko oczy i spojrzałam na niego zdając sobie sprawę z tego co zrobiłam.
-Ja.. ja przepraszam.- mogę obiecać na wszystko, ze moja twarz była czerwona jak nigdy dotąd.
Justin uśmiechnął się lekko.
-To zostanie między nami.
Czy ja właśnie całowałam się z Justinem?
_______________



TAKIM OTO AKCENTEM CHCIALABYM WAM ZYCZYC WESOLYCH SWIAT, SPEDZONYCH W RODZINNYM GRONIE, WYMARZONYCH PREZENTOW I DUZO SZCZESCIA W NOWYM ROKU. 
WAŻNE! PO NOWYM ROKU ROZDZIAŁY BEDA POJAWIALY SIE RZADZIEJ ZE WZGLEDU NA SZKOŁĘ.
                         

niedziela, 1 grudnia 2013

Six

Justin's PoV

Wolnym krokiem wkroczyłem do szkoły. Od razu pełne zazdrości oczy wielu z tych debili powędrowały na mnie. Nigdy nie beda tacy jak ja. Jestem inny. Mam wszystko, czego sobie zapragnę. I to och najbardziej boli. Minąłem stołówkę, wkładając ręce do moich jeansow i rozejrzałem sie po korytarzu. Nikogo oprócz mnie tam nie było. Może dlatego, ze lekcje zaczęły sie godzinę temu.
Eh, jebac to. Usiadłem na jednej z ławek na holu i czekałem na dzwonek. Jestem pewny, ze ta dziewczyna chodzi tu do szkoły. Mam pilnować co robi, to będę to wykonywał.
Minuty dłużyły się cholernie, już miałem ochotę stąd wyjść, jednak dzwoniący dzwonek powstrzymał mnie. W przeciągu chwili korytarz zapełnił sie dużą ilością kujonow i tych "agresywnych", którzy na mój widok spuszczali wzrok w dół, jak największe cioty tego świata. Pff.
Odwróciłem sie dookoła i moja uwagę przyciągnęła dziewczyna, postury Sophie jednak stala tyłem. Zaryzykuję.
Podszedłem do niej i stanąłem bardzo blisko niej, jednak ciągle od tylu. Objąłrm ją w talii a ona wzdrygnęła się.
-Pauuul, nie teraz.- mruknęła.
Zdziwiłem się i odpowiedziałem jej.
-Hej skarbie.- przejechałem językiem po jej uchu.
-Justin?!- odepchnęła mnie od razu.- co ty tu robisz?!
-Hmm no nie wiem, uczę sie? Kim jest Paul?
-Nieważne, odejdź stąd. Teraz.- syknęła.
-Spokojnie, shawty. Przecież nic ci nie robię.- wzruszyłem ramionami.
-Robisz, dużo. Idź stąd.
-Nie.
-Nie?- parsknęła.
-Źle słyszysz czy coś? Kupić ci aparat sluchowy? O, no i moze babciny fartuszek, bo zachowujesz się jak jedna z takich babci. Nie spinaj sie skarbie, to źle działa na twoje piękne ciało.- zarumieniła się na te slowa.
-Serio Justin, odejdź, proszę.- mruknęła.
-Jak z twoim ojcem?
-Nie probuj nawet zmieniać tematu, Bieber! -Ja sie tylko grzecznie pytam a ty do mnie tak? No pięknie, pięknie, Lyndon.
Poczułem czyjąś rękę na swoim ramieniu i od razu chciałem ją zrzucić a temu komuś zbić mordę, jednak powstrzymałem się, odwracając się.
-Czego, śmieciu?
-Odejdź od mojej dziewczyny, kutasie, jeśli nie chcesz, żebym cie pobił.- blondyn powiedział do mnie.
Zbliżyłem sie do niego i staliśmy twarza w twarz, a wokół nas zebrała sie grupka ludzi.
-Co ty powiedziałes, mały?- parsknalem.
-Cokolwiek chcesz Bieber.- warknął a ja przycisnąłem go do szafki i wymierzyĺem kolanem cios w brzuch.
-Następnym razem zastanów się, co pierdolisz, szmato.-uderzyłem nim o metalową powierzchnię i odszedłem zostawiając go w tyle.
-Justin!- Sophie biegła za mną i oparła sie o moje ramię dysząc.
-Czego jeszcze? Widzisz, sama za mną biegniesz.
-Zostaw mnie w końcu w spokoju i Paula tez, on nic ci nie zrobił.
-Najwidoczniej jest bardzo głupi odzywając sie tak do mnie, bo chyba nie wie na co mnie stać.- warknalem.- i radziłbym następnym razem nie warczec na mnie, bo to sie skonczy źle dla ciebie, ale to już zapewne wiesz.- dotknalem jej ramienia i scisnalem je.
-Au.- syknela i odsunęła sie.- zapamiętałam to, ale teraz zostaw mnie w spokoju!- poszła w stronę swojego chłopaka a ja wywróciłem oczami.
Pozbyć sie mnie? Już nigdy więcej.
Co prawda, w tej szkole można było nazwać mnie zwykłym gościem. Przychodziłem do niej kiedy mi sie chciało a to zdarzało sie rzadko. Na ich miejscu wyrzucilbym takiego dzieciaka, a oni chyba się boją. Wszedłem do klasy i zająłem miejsce w ostatniej ławce, od razu spotykając się ze zdziwionymi spojrzeniami reszty uczniów.
Lekcja dłużyła się i trwała dla mnie za długo, a gdy tylko zadzwonił dzwonek prawie wybieglem z klasy trzaskając drzwiami i zostawiając zdezorientowaną resztę osób z nauczycielem.
Wraz z powrotem do szkoły, powrócili moi kumple. Nie moglem nazwać ich moimi przyjaciółmi, bo prawdziwych przyjaciół mam przy sobie w domu, ale ci przynajmiej pozwalali mi wyluzowac sie w tej szkole. I byli chyba jedynymi, którzy powiązani są z tym co robię chociaż w jednym procencie.
Wyszliśmy razem na tyły szkoły i każdy z nas zaciągnął sie dymem papierosowym.
-Więc wróciłeś.- poklepał mnie po ramieniu Mike.
-Tylko tymczasowo, potem tu nie przyjdę.
-Oni cie wywalą stąd w końcu.- Harry zasmiał się a ja uderzyłem go odruchowo w tył głowy.
Usłyszałem stukot obcasów i odwróciłem się.
-Sophie..-zasmialem sie pod nosem.- kogo my tu witamy?
-Zamk..przestan.- mruknęła.
-Dobra dziewczynka.- usmiechnąłem się i klepnąłem ją w tyłek, a ona pisnęła i uderzyła mnie w twarz.
-Radze nie zadzierac, mała.- odezwał sie Harry.
-Dokładnie.- mruknąłem i przyciągnąłem ją do swojego boku a ona wyrywała się ciągle rumieniąc się.
-Zostaw mnie! Przyszłam wam tylko coś ogłosić!- warknęła.
-Co takiego co zajmie mój czas?- wywróciłem oczami.
Wyjęła z torby ulotki i teczkę.
-Co to?- spytał Taylor.
-W szkole.- wyrwała sie z mojego uścisku-organizują walki bokserskie amatorów i pomyślałam ze może chcecie wziąć udział.
-A kto jest na liście?- wyrwalem jej teczkę i zacząłem czytać od razu wybuchając śmiechem.- Paul Westy?
-Jakiś problem?- uniosła brew.
-Nie no skądże, tylko zapisz mnie, że chce walczyć z nim.
Zmrozila mnie wzrokiem.
-Zawiesiłas się czy co?- ponownie wyrwalem jej kartkę i wpisalem sie sam.- A teraz możesz już iść, skarbie.- puściłem jej oczko.
-Pieprz się!- warknela i odwróciła się.
-Okej, zawsze i wszędzie ale z tobą, shawty.- zasmialem sie pod nosem i patrzyłem jak odchodziła.
Wystarczy mi tylko wygrać walkę z Paulem i będę miał miliony możliwości, żeby dziewczyna była ze mną, co daje mi wiele plusów, w tym ten, że będę ją widzieć 24 godziny na dobę i będę robił z nią co chce a nikt mi tego wtedy nie zabroni.
Nie odbierzcie tego źle, ale zawsze mam to co chcę i nie zawaham się zdobyć tego poprzez agresję.
Najgorsze było to, że poczułem jakąś silną więź do niej.
Więź do mojego niewykonanego zadania.

________

PRZEPRASZAM!

zmiany, zmiany, zmiany
wiem, rozdział nie pojawił się od długiego czasu, ale szkoła, nauka itp serio mnie wykończą+ brak weny

przepraszam jeszcze raz


piątek, 25 października 2013

Five



-To gdzie idziesz?- krzyknął za mną.
-Do domu. Muszę przeprosić ojca.-mruknelam wycierajac mokre policzki.
-Spotkamy sie jeszcze. Pamiętaj, ze to nie jest pożegnanie. Do zobaczenia.- mruknął i poszedł z powrotem na taras.
Narzucilam na siebie ciepły sweter, który miałam na dyskotece i kierowalam sie w stronę domu. Myślałam o tym wszystkim co wydarzyło sie dzisiaj.
Zwyzywalam swojego ojca.
Zostałam postrzelona.
Justin mnie pocałował.
A przede wszystkim zostałam porwana, nie byłam tą która chcieli porwać.
Tego było zdecydowanie za duzo. Niespodziewanie z moich oczu wypłynęły kolejne łzy. Ocieralam je idąc do swojego rodzinnego domu. Jeśli to można było nazwać rodzina.
 Byłam zasmucona faktem, ze zostałam wychowywana bez matki.
 Wiem, dopiero teraz o tym myślę, ale kiedyś musiałam. Matka nie interesuje sie mną. Ojciec jest moim opiekunem. Nigdy nie miałam tak jak inne dzieci, nigdy nie miałam prawdziwej rodziny.
Wkroczyłam na ulice, która prowadziła do mojego mieszkania i powoli szlam wzdłuż niej.
Minelam plac zabaw, na którym bawilam sie gdy byłam mała.
  Oh. Uwielbialam te czasy.
Wtedy wszystko było takie proste. Nie musiałam przejmować sie tym, co zastane następnego dnia.
Czy zobaczę znowu czyjeś martwe ciało w salonie, czy nie.
Od małego wiedziałam czym są morderstwa, zabójstwa, broń i inne niebezpieczne rzeczy i zachowania. W moim życiu gościło przestępstwo a sama świadomość o tym, ze popełniał je ktoś bliski, dobijala mnie.
Zylam z dnia na dzien w strachu czy akurat dzisiaj do mojego domu nie wkroczy oficer policji i zabierze mojego ojca albo Rodgera. Zostalabym wtedy sama. Także perspektywa dorosłego życia mnie przerazala. Nie wyobrażałam sobie siebie, kiedyś u boku mężczyzny i gromadki dzieci wokoło. To było idiotyczne, jednak, tak tego sie bałam. Bałam sie i nadal boje ze popelnie jeden z błędów moich rodziców, zwiąże sie z kimś nieodpowiednim, który kiedys mnie zostawi, jako cierpiące gówno, które nie będzie moglo pogodzić sie ze strata ukochanego i koncowo skończy siedem kroków pod podłożem ziemi.
Byłam inna i zdawałam sobie z tego sprawę.
Otworzylam powoli drzwi. Nie byłam pewna co ujrze za nimi. Wolnymi krokami szlam w stronę salonu, który był w centralnej czesci domu. Zauważyłam jak ja skórzanej kanapie siedzi mój ojciec, wpatrzony w telewizor a na stole naprzeciwko stała puszka piwa. Przelknelam sline i usiadlam szybkim ruchem na kanapie.
-Tato..
On odwrócił sie do mnie i spojrzal w moje oczy.
-Przepraszam.
-Wiesz za co przepraszasz?
-Wiem.- zacisnęłam wargi w cienką linię.- zachowałam sie do Ciebie tak, jakbyś był winny, a ty sie martwiłes. Jestem beznadziejna.
-Nie jestes, każdy z nas popełnia błędy, jednak musisz zrozumieć, ze to mnie zabolalo, bo usłyszałem te słowa od swojej wlasnej córki, czego się nie spodziewałem.
-Wiem tato, zawiodłam.
-Nie obejdzie się bez konsekwencji, więc masz zakaz wychodzenia gdziekolwiek ze znajomymi, a szczególnie na imprezy.
Pokiwalam głową.
-Rozumiem. Mogę już iść?
-Nie, czekaj, opowiedz mi jak zostałaś postrzelona.
I teraz zaczęły sie schody
. Rozpoczelam moja historyjkę od banalnych kłamstw aż potem doszlam do Justina, gangu i tak dalej. Czułam sie zle, nawet bardzo zle oklamując ojca, ale co mogłam zrobić? Chciałam żyć spokojnie jednocześnie uwalniajac sie od problemów z gangiem Biebera.

Po moim pięknym wywodzie aktorskim udałam się na górę, do swojego pokoju. Od razu weszlam do łazienki, która miałam przyłączoną do swojej sypialni, ściągnęłam ubrania, które nosilam przez ostatnie 3 dni i wkroczyłam pod prysznic. Odkreciłam galkę, która powodowała, ze woda była ciepła i krople cieczy splynely po moim ciele, jednocześnie sprawiając, że czułam się lepiej, czułam sie czysta i niewinna. Wycisnęłam na dłoń trochę mojego ulubionego zelu pod prysznic, którego truskawkowy zapach rozniosł sie po pomieszczeniu i wmasowałam w skórę, końcowo woda zmyla jego resztki, a ja wyszłam spod prysznica na zimne kafelki i okryłam się puszystym ręcznikiem. Wcześniej jednak nakleilam nowy opatrunek na ranę postrzałową. Stanęłam przed komodą i wyjelam z niej biały tshirt w dekolt w serek i jasne, dopasowane jeansy. Założyłam bieliznę i ubranie a włosy związałam w wysoką kitkę.
Włączylam laptopa i usiadlam z nim na łóżku. Sprawdziłam czy dzieje sie coś ciekawego, kto z kim i dlaczego i tak dalej.
-O.- powiedziałam do siebie przypominając sobie cos.
Wpisałam w wyszukiwarkę Justin Bieber i wyskoczyło mi ponad 100 wyników

"Niebezpieczne gangi w mieście."


"Nastoletni przestępcy, 18- letni Justin B ,znany jako jeden z Angelsów, został zauważony w jednym ze sklepów, kiedy zabierał stamtąd dużą sumę pieniędzy. Policja zajęła sie sprawa i skierowała ją do sądu."


"Oto chłopak, który wygrał jeden z konkursów talentów!"


-Co?- wyrwało się z moich ust.- jaki konkurs talentów, co do cholery?
Przejechałam kursorem w dół i otworzyłam stronę, która przykuła moją uwagę. Na pierwszym zdjęciu był jakiś czarnoskóry chłopak, przejechałam dalej, aż zobaczyłam fotografię, na której był wtedy 12- latek.

"Justin Bieber, zdobywca nagrody i pierwszego miejsca w konkursie ogólnokrajowym, na najlepsze wykonanie piosenki artysty Ne-Yo. 12- latek zachwycił Jury swoim idealnym glosem, który pasuje do rodzaju R&B. Liczymy, ze wygra coraz wiecej konkursów i zajdzie daleko w życiu."


Otworzyłam szeroko oczy nie wierzac, ze to przeczytałam. Jak chłopak, który wygrał konkurs ogólnokrajowy, stoczył sie tak nisko? Zdumienie wypełniło każdą cząstkę mojego ciała. To było niemożliwe.


Justin's PoV

Usiadłem na kanapie i wpatrywałem się w telewizor. Dałem jej odejść.
A co jeśli zbuntuje się i powie coś policji? Nie dopuszczałem do siebie że coś takiego może się stać. Bała się mnie i nie zrobiłaby takiego czegoś. Chyba że..
-Bieber, czy ty ją wypuściłeś?- Chris zszedł po schodach i zajął miejsce obok mnie.
-A co miałem zrobić? I tak byliśmy już na celowniku tych debili.
-Mogła mu powiedzieć.
-Nie powiedziała, jestem pewny.
-Nie możesz być pewny bo to tylko mała kurwa, która papla w tą i tamtą.- mruknął kładąc nogi na stół.
-Wtedy zobaczy, że mogła z nami uważać, a nie.-wzruszyłem ramionami.
-Ale przyznaje, była niezła.- uśmiechnął się i zagryzl wargi
-Niestety za święta.- pokreciłem głową.
Wtedy gdy zobaczyĺem ją w samej bieliźnie, miałem ochote ją przelecieć. Nie mogłem się doczekać momentu kiedy dotknę jej ciepłej skóry, a ona wyda z siebie jęk zadowolenia, kiedy dotknę ustami jej napietego ciała albo gdy wepchnę język w jej malinowe usta. O jezusie. Ale to byly moje fantazję, a do tego nie doszloby. Nie dała mi się dotknąć, a ja nie lubię robic czegoś na siłę. Nie jestem przyzwyczajony, kiedy musze zmuszać dziewczynę do seksu ze mną, wolę słyszeć jej krzyk rozkoszy niż bólu i strachu.
Była piękna.
To wiemy wszyscy. Ale.. nie była moja, jednak to kwestia czasu. Była wkurwiająca, bardzo, z resztą, do tego stopnia, że musiałem ją uciszyć, strzelając.
Cholera, czemu ja o niej myślę?
Wywróciłem oczami i wróciłem do konwersacji z Chrisem.
-Więc nasz plan sie nie powiódł..
-Masz pomysl na inny?- spytał.
-A wiesz, ze.. tak.- odpowiedzialem mu.- zaatakujemy wtedy, nawet gdy się tego nie będą spodziewali. Musimy odebrać im narokotyki, naszą broń, którą ostatnio zabrali a przede wszystkim pieniądze i zakończyć tą sprawę raz na zawsze.
-A dziewczyna?
-Dziewczyna.. hymm.. jak myślisz?
-Zostaje z tobą.
-Bingo! Brawo stary.- klepnąłem go w kark i wstałem powoli podchodząc do kuchni i nalałem sobie soku do szklanki. Wypiłem go duszkiem i wróciłem na kanapę.
-Justin, z tego co wiem jutro jest poniedziałek i tak nie ma mówienia, że nie idziesz, bo znowu cię wyleją, jutro idziesz do szkoły.- do salonu wszedł Luke.
-Ale..
-Idziesz do tej jebanej szkoły bo inaczej wyślą cię do poprawczaka, chłopie!
Wywróciłem oczami i poszedłem do siebie, kopnąłem w łóżko i potem na nie opadłem. Po co mam chodzić do tej pierdolonej insty.. zaraz.. Sophie chodzi do tej samej szkoły. Uśmiechnąłem się i ułożyłem ręce za głowę.
Zdobędę ją za wszelką cene.
Będzie moja.
Jestem tego pewny.

___________________________________

NOH8! 
nienawidzę siebie :c




poniedziałek, 14 października 2013

Four



notka na dole: ważne


-Del Russo?!- podniosłam się z fotela i posłałam Justinowi
złowrogie spojrzenie.- nikogo nie zabijaj tymbardziej jego!- syknęłam mu w twarz.
Justin spojrzał na mnie skrzywiony i w jego oczach szalała złość. Ups.
Wstał i zacisnął pięści po bokach swojego ciala.
-Bo? Czemu mam go nie zabijać i czemu miałbym ciebie słuchać, huh?
-Ponieważ znam go bardzo dobrze i nie pozwolę, żeby coś mu sie stało.
-Kto to dla ciebie jest, hym? Twój chłopak?- parsknął.
-Bardzo bliska mi osoba, co cie to nawet interesuje?! To nie twój pieprzony biznes.
-Wyluzuj, shawty.- uniósł ręce w górę w geście obronnym.- Mów mi kto to, albo pożałujesz.
-Ogarnij się człowieku, nic ci nie powiem.- wysadziłam przez zacisniete zęby.
Chłopak podszedł do mnie i umieścił swoją dłoń na mojej ranie.
-Auu, puśc!- zacisnął uścisk na ramieniu co spowodowało, ze rana zaczęła mnie piec.
-W takim razie mów.- uniósł brew i rozluznił ścisk.
-Rodger.. t-to..- zająkałam się.
-Kto, do cholery?!
-To mój wujek - powiedziałam cicho.
- Kto kurwa?!- wydarł się, a ja schowałam twarz w swoich dłoniach.
-Czasami zdaje mi sie, ze jesteś głuchy.- mruknęłam. -Tak, to moja rodzina.
-No zajebiscie.- Justin mruknął pod nosem i chwycił sie za końcówki włosów, chodząc w kółko po salonie.- Lepiej być nie mogło.- pokrecił głową zaciskając wargi w cienką linię.
Usiadlam na kanapie i nerwowo rozglądałam się po mieszkaniu wystukując nogą w podłogę.

Rodger PoV

-Ja pierdole gdzie ona ma być?- warknąłem uderzając piescią w stół.- Naprawdę, jej nie widziałeś?
-Nie.- powiedział rozpaczliwie Patrick. Było mi go szkoda, widząc go w takim stanie, ale wiedzialem, ze jest silny.
-Kto mógłby ją zabrać?- zapytałem i wstalem, chodziłem po pokoju myśląc o tym, gdzie Sophie mogłaby być.
-A może jest u znajomych czy coś?
-Nie, byłem u wszystkich. Zresztą, to jest juz 3 dzien, wrocilaby jeszcze tego samego dnia w nocy albo następnego z rana, znam moją córkę.- mruknął układając papierosy na biurku i odpalając jednego.
Wsunał go między wargi i zaciągnął się dymem.
-Cholera.- przebiegłem palcami po swoich ciemnych włosach.- a może ma wrogów, chłopaka, nie wiem?
-Nigdy nie rozmawiałem z nią na ten temat, nie wiem, naprawdę!- wymachiwał rękoma.
-Nie bedziemy w to mieszać policji, to wiem na pewno. Psy jeszcze coś wywęszą a tego nie chcemy.
Chodziłem wzdłuż długości salonu i rozmyślałem intensywnie o miejscu pobytu mojej bratanicy.
Przystanąłem przy ścianie i oparłem się o nią.
-Dzwoniłeś do jej matki?- spojrzałem na niego.
-Do tej ćpunki?- parsknął.- nie mam po co, ona nawet nie pamięta co robiła kilka godzin temu a co dopiero czy jej własna córka jest u niej.
-To zadzwoń. Tak profilaktycznie. Żeby sie upewnić.
Patrick wyjął telefon i poszedł w stronę balkonu, podczas gdy ja nalałem sobie do szklanki brandy i sączyłem ją a przez głowę przebiegały mi różne myśli. Co jeśli coś sie jej stało? Nie przezylbym tego. To ja wpakowałem całą naszą rodzinę w ten gang, ale cóż. W tych czasach pieniądze są trudne do zdobycia a każdy z nas chce żyć na poziomie i pozwalać sobie na różne przyjemności. W domu rodzinnym zawsze czegoś brakowało, nigdy nie mieliśmy wszystkiego, dopiero gdy wyprowadzilismy sie na swoje, trzeba było żyć po swojemu i zdobywać jakiś hajs. I wtedy wplątałem się z Patrickiem w gang narkotykowy. Patrick poznał w tej branży matkę Sophie, Jessice. Dziewczyna była wspaniała, sam sie w niej podkochiwałem. Ale narkotyki ściągnęły ją na dno. Zostawiła ich, jego z dzieckiem, Sophie bez matki. To były dla nich trudne czasy.
Do pokoju wszedł moj brat.
-I?
-Nie ma jej u niej.- wzruszył ramionami.- o dziwo, nie była naćpana. Nie mowilem jej, ze Sophie zaginęła, po co ją martwić.
-Okay.- wypusciłem powietrze z płuc. - Jenna tez jej nie wid..- zatrzymałem sie w zdaniu.- Zaraz..- podrapałem sie po głowie.- Byłem w piątek w klubie i wtedy zdaje mi sie, ze zauważyłem jednego z Angelsów, Jake'a.
-O kurwa.- Patrick zacisnął pięści.- czyli wrócili do miasta.
-Mogą mieć coś wspólnego z porwaniem..
-Wiemy na pewno, ze to porwanie?
-Tak, teraz tak.- pokiwałem głową.- to ich sprawka, jestem tego pewny.
-Więc, co robimy?
-Wsiadaj do auta. Jedziemy do ich domu.- zmrużyłem oczy i wyjałem kluczyki.

Justin PoV

Wziąłem głęboki oddech i usiadlem na kanapie przy Sophie.
-On wie ze tu jesteś? Kontaktowalas sie z kimś od kiedy jesteś tutaj?
-Nie.- mruknela i usiadła obok mnie przebierając nerwowo rękoma.
-Zdaje mi sie ze juz i tak sie zorientowali.
-Zorientowali?
-Jest ich dwójka, mylę się?
-Nie wiem o czym mówisz.- powiedziała cicho.
-Klamiesz mnie.
-Nie kłamie! Mówię prawdę!
-Zacznij mówić tą cholerną prawdę. Wiesz o wszystkim!
-Nie, nie wiem. Wiem tylko trochę.. a to nie wszystko.
-Czyli, co wiesz?
-Czy ja jestem na przesłuchaniu?-warknęła.
-Traktuj to sobie jak chcesz.- wzruszyłem ramionami.- masz mi to powiedziec, bo takim zachowaniem utrudniasz mi wszystko.
-Więc.- westchnela.- wiem, ze Rodger i mój ojciec Patrick są w jakimś gangu. Wcześniej nie wiedzialam ze wy i oni.. ze nienawidzicie sie czy coś. Pierwszy raz to słyszę.
-Kurwa.- wychrypiałem.- lepiej trafić nie mogłem.
Pokręciła głową i oparła sie o oparcie kanapy.
-Na początku nie ty mialas być porwana, tylko Jenna.
-Jenna to dziewczyna Rodgera, z tego co kojarze.
-I dobrze kojarzysz.- warknąłem.- tamtego wieczoru, zgubiłem ją w tłumie i wziąłem ciebie zamiast jej. A teraz kurwa narobiłem sobie jeszcze większych problemów.- kopnąłem w stół a on odsunął sie kilka metrów dalej.
Drzwi wejściowe otworzyły się i do środka weszli chlopacy.
-Co sie tu dzieje?- mruknął Luke patrząc sie na mnie a potem przeniósł wzrok na moja broń na stole.- co ty odjebałeś?
-Postrzelił ją.- Jake podszedł do Sophie i spojrzał na jej ramię.
-Czy ty jesteś normalny?! Dziewczyna mialabyc nie tknieta.- Luke podszedł do mnie i uniósł mnie za kołnierz tshirtu.
-Delgado, pizdo zostaw mnie.- warknąłem i odepchnąłem go. - teraz mam wazniejsze sprawy na głowie.
-Więc co do kurwy sie dzieje?- Chris usiadł jak pozostali na kanapie i spojrzał sie na mnie.
-Ona.- wskazałem na Sophie, która siedziała przerażona.- to bratanica del Russo i córka Patricka.- ścisnąłem końcówkę nosa spuszczając głowę w dół.
W powietrzu słyszałem tylko ich głośne oddechy.
-To prawda?- Chris spojrzał na nią.
-T-tak.- odpowiedziała prawie nie slyszalnie.
-Ja pierdole!- Jake wstał i uderzył pięścią w ścianę.- jesteśmy skończeni.
Wyjąłem z kieszeni papierosy i odpaliłem jednego, chodziłem nerwowo wzdłuż pokoju a w moich uszach zabrzmiał dźwięk podjeżdzającego pod dom samochodu.
-Musimy coś zrobić!- warknął Chris.
-Za późno..- mruknąłem opierając się o ścianę.- już tu są.
-Ja cie kiedyś zabije, gnoju.- Morgano włożył broń za pasek i podszedł do drzwi i otworzył je a naszym oczom ukazał sie Rodger z Patrickiem.

Sophie PoV

-Dawno was nie widzielismy.- Luke powiedział do nich z wyczuwalnym sarkazmem na conajmniej kilka kilometrów. Ha.
Wiedziałam, ze to dopiero poczatek. Na pewno kończący sie strzelaniną. Siedziałam tam, na kanapie składając swoje myśli w całość. Nie chciałam wsypać Justina i jego gangu, bo wtedy to ja byłabym martwa. A chce jeszcze cieszyć sie życiem przez jakis czas. Opracowywałam strategię, słysząc głośne głosy i westchnienia to Luke' a lub Jake'a poprzedzone jakimś długim przemówieniem mojego ojca. Czy bałam sie Justina? Tak, bałam. Ale teraz walczyłam o to, żeby po wyjściu Rodgera, nie leżeć pod jakims samochodem albo z nożem w głowie.
Wstalam i podeszlam do Justina, obejmując go jedną ręką w pasie. Spojrzał na mnie zdezorientowany.
Mój plan działał.
-Sophie?!- mojemu ojcu prawie nie wyszly oczy, patrząc na nas.
-Co?- warknęłam.
-Jakim prawem ty tu jesteś i.. czemu go obejmujesz?! On cie może zabić w każdej chwili!- warknął i pociągnął mnie za ramię.
-Zostaw mnie!- wyrwałam mu sie.- jedyna osobą, przez która prawie zostałam zabita to ten wasz gang. Justin mnie uratował, bo jeden z waszych wrogów postrzelił mnie, a on mnie znalazł.- wskazałam na Justina.- to wy robicie mi ciągle problemy! Nie mogę mieć swojego życia?!
-Sophie, nie wiesz co mówisz.- powiedział Rodger, który już kipiał złością.
-Ja nie wiem co mówię, ja?! Kto mnie codziennie naraża na niebezpieczeństwo bo tkwi w jakimś gównie?
-Bieber i jego ekipa są tacy sami- zmrużył oczy.
-Nie nie sa, uratowali mnie. Więc nie wiem po co tu jesteście, jestem bezpieczena, idźcie jeśli macie tu tak stać.- warknęłam.- wasze pieniądze czekaja na policzenie, no dalej! Jesteście dla mnie nikim, ja nie mam ojca, nie mam!
Mojemu ojcu opadła szczęka, podobnie jak Rodgerowi. Justin chyba zrozumiał o co mi chodzi i powiedział do nich.
-No dalej, nie słyszeliście co powiedziała? Nie chce was tu widzieć.
Spojrzałam w podłogę i odwróciłam się. Poszłam na taras zostawiając ich tam przy drzwiach. Po jakiś 5 minutach drzwi zamknęły sie a chłopcy energicznie dyskutowali w salonie. Pewnie zdziwiło ich to moje zachowanie. Ale w sumie, powinni się cieszyć, bo uratowalam ich marne tyłki. Jednak wiem, ze skrzywdziłam mojego ojca mówiąc mu takie rzeczy. Nie powinnam być taka ostrą dla niego, wychowuje mnie sam, mam ciężki charakter a teraz dobiłam go jeszcze bardziej, broniąc zupełnie obcą mi osobę, która nie dosc, ze mnie porwała, to postrzeliła. Uroniłam kilka łez, jednak szybko je starłam, nie chcąc, żeby któryś z nich widział, ze płacze. Zgrywam silną i twardą dziewczynę, ale czasami moja 'skorupa' pęka i wtedy jestem płaczącym gównem.
-Mogę?- odwróciłam głowę do tylu i ujrzałam Justina, który opierał sie o drzwi na balkon.
Wzruszyłam ramionami a on stanął obok mnie.
-Nie wiem, czemu to zrobilas, ale dziękuję.
Mruknęłam pod nosem.
-Zrobiłam to, bo chce żyć.-zacisnęłam wargi w cienką linię.
-Przykro m-
-Przykro ci? Naprawde? Jest ci przykro? Powiedz mi, kurwa jak może byc ci przykro?! Porywasz mnie z klubu, nie wiedząc kim jestem, przetrzymujesz w swoim domu, jeśli coś ci sie nie podoba wydzierasz sie na mnie, uderzasz mnie a i przepraszam bardzo zapomniałabym, postrzelasz mnie bo chce stąd uciec do domu! Naprawdę jest ci kurwa przykro?- nawet nie zorientowałam się, kiedy to przerodziło sie w krzyk a po policzkach splywały mi łzy.
-Sophie, ja-
-Co ty?! Powiedz mi czego ty jeszcze ode mnie chcesz?! Ile mam tu siedzieć?! Przez ciebie, przez to gówno, zmieszałam mojego ojca z błotem, mało ci jeszcze?!
-Przepraszam.
-Za co ty chcesz mnie przepraszać, sko- nagle poczułam jak moje zimne wargi stykają się z jego cieplymi ustami. Przyciągnął mnie do siebie, przez co nie mogłam go odepchnąć. Wyrywałam się od niego.
-Czasami za dużo mówisz skarbie.- mruknął oblizując swoje usta i puszczając mnie.
-Idiota.- wycedziłam przez zęby i uderzylam go otwartą dłonią w policzek i skierowałam się do drzwi.
-Gdzie sie wybierasz?!- warknął idąc za mną i po chwili byłam przygnieciona przez niego do ściany domu.
-Mógłbyś mnie w końcu zostawić?- mruknęłam nie podnosząc na niego wzroku. Był na mnie zły. Dobra, zły to mało powiedziane, bo przed chwilą przywaliłam mu w twarz.
-Mogłabyś w końcu nie być taka święta? To co powiedziałaś do ojca, było nie w twoim rodzaju, ale.. spodobało mi się to. Zacznij być taka zbuntowana na codzień, to twoje nocne marzenia sie spelnią.
Parsknęłam.
-Przestań żartować, Bieber. Za nic w świecie, się z tobą nie prześpie. Idź do swojej dziwki, jestem pewna, że pozwoli ci się odstresować.- mruknęłam i wyminęłam go wchodząc do salonu.
-Zobaczymy, Lyndon, Zobaczymy.

__________________________________________________

Jest duzo wyswietlen rozdziałów, okolo 30-40 na rozdział, więc chcialabym, zeby każdy, KAZDY kto czyta to opowiadanie, SKOMENTOWAŁ, chociażby kropką, emotką, czy czymkolwiek, zalezy mi na tym, chce wiedzieć ilu z Was to czyta :) 

hej! 
jak tam wrażenia po #AllThatMatters?
ohewihfwlkhlukhfkwflewg podoba mi się bardzo
ahhhh nie zgadliście co do tego, kim mogłbyć del Russo.
do zobaczenia w 5 rozdziale :)



EDIT: jak pewnie większość z was zauwazyla, rozdzialy bedą pojawiać się w poniedziałki i piątki, co jest powodem no cóż, chodzenia do szkoły, lmao. 

EDIT2 to jak już sie tak rozpisałam, to widzieliście? 
imprezowicz 

Aga xxxx

piątek, 11 października 2013

Three

Sophie PoV

-Wiem!- stanęłam na nogi i otworzyłam okno na oscież. Ucieczka była banalna ale to było jedyne co wymyśliłam. Z tego co sie orientuje, jestem właśnie na południowym koncu miasta. Stąd niedaleko jest przystanek i bez problemu dostanę sie do domu.
Przeniosłam obie nogi poza okno i teraz stałam na dachu. Miałam jakieś 2,5m w dół.
-Sophie, uda ci się.- myślałam. Miałam bowiem lęk wysokości.
Postawiłam nogę na krawędzi dachu. Rozglądnęłam się w obie strony i z prawej strony ujrzałam rynnę, z której mogłam zsunąc się wprost na dół. Przeszłam odrobinę w bok i moje nogi zawisły na metalowej rurze. Zsunęłam się w dół i stanęłam pewna siebie i zadowolona z tego, że udało mi się uciec, jednak to nie był koniec "akcji".
Zaczęłam iść w stronę wyjścia, zaraz przyśpieszyłam kroku. Adrenalina w moich żyłach rosła z sekundy na sekundę. Zdawało mi się, że słyszę jakieś głosy.
To moja chora wyobraźnia. Nim zorientowałam się, już biegłam ku wyjściu, dopóki nie usłyszałam trzaśnięcia drzwi i wtedy moje serce zamarło. Cholera.

Justin PoV 

Siedziałem razem z Sam, rozmawiając. Kurwa, ona była tak cholernie gorąca, że ja pierdole.
-Więc..- dotknąłem jej uda, na co uśmiechnęła się a jej twarz zarumieniła się.
-Więc...- zagryzła wargę i dotknęła dłonią mojej szyi, przejechała po niej i zbliżyła do niej usta zostawiając na niej słodki pocałunek. Mruknąłem na to.
-Ktoś jest gotowy na drugą rundę, czy mam jakieś urojenia?- uśmiechnąłem się cwaniacko, przesuwając dłoń wyżej. Usłyszałem coś podobnego do upadku ze schodów. Podniosłem się od razu i mój wzrok skierował się na otoczenie za okno. Moje oczy rozszerzyły się. Chwyciłem jak najszybciej swoją broń z komody przy oknie i wybiegłem z domu trzaskając drzwiami i zostawiając zdezorientowaną Sam w środku.
-Stój!- krzyknąłem do Sophie, a ta stanęła w zupełnym szoku kiedy skierowałem pistolet do góry i wystrzeliłem w niebo a pocisk upadł niedaleko dziewczyny.
-Myślisz, że się przestraszyłam?- parsknęła podchodząc bliżej z zaciśniętymi pięściami i typowym dziwkarskim uśmiechem na twarzy. - nie zrobiłbyś tego, kutasie.
Przygryzłem dolną wargę mrużąc oczy jednocześnie kierując wzrok na nią.
-Nie bądź taka tego pewna, szmato. Jesteś dla mnie kawałkiem gówna, które mogę zniszczyć w każdej minucie i sekundzie, a ty z dnia na dzień sprawiasz, że chcę to zrobić i nawet nie zorientujesz się, kiedy moje ręce zacisną się na twojej zgrabnej szyi, albo kiedy zostaniesz postrzelona pociskiem z tej broni. 
-No dalej, zrób to!- warknęła popychając mnie do tyłu.
Zacisnąłem dłoń na spuście pistoletu i przyłożyłem go do jej skroni.
-Więc żegnaj, mała kurwo.- w ostatniej chwili zmieniłem położenie broni i końcowo postrzeliłem ją w ramię a ona upadła na ziemię, trzymając się za rękę.
-Kurwa!-syknęła i zacisnęła zęby patrząc na ranę.- jesteś całkowicie popieprzony, zgnijesz w więzieniu, skurwysynie!
-Sama się o to prosiłaś.- warknąłem i przerzuciłem ją sobie przez ramię, idąc w stronę domu.
-Zostaw mnie!- uderzała mnie rękoma i nogami w ciało a ja zaśmiałem się pod nosem. - Słyszałeś, kurwa?! Zostaw mnie, idioto!
Podszedłem pod drzwi piwnicy, otworzyłem je i rzuciłem brunetkę na kanapę stojącą obok. Wyszedłem zakluczając drzwi i słyszałem jej krzyki, które wcale nie wzbudzały we mnie poczucia winy, czy cokolwiek.
Wszedłem powoli po schodach na górę, na parter domu i skierowałem się wprost do kuchni.
-Co się stało, Juss..?- Sam wstała i podeszła do mnie opierając rękę na moim ramieniu a ja ją zrzuciłem.
-Musisz iść.- mruknąłem bez żadnych emocji i odepchnąłem ją.
-Czekaj...co?
-To co słyszałaś, narazie.- wypchnąłem ją za drzwi i zamknąłem centralnie przed nosem.
Wysunąłem szufladę w kredensie i wyjąłem z niej apteczkę.
Zbiegłem na dół i otworzylem drzwi piwnicy. Wszedłem nie podnosząc wzroku na Sophie, tylko usiadlem na kanapie obok niej, wziąłem bandaż i wodę utleniona. Odchyliłem materiał koszulki dziewczyny i przemylem ranę. Kątem oka widziałem jak sie skrzywiła, jednak nic nie mówiła. Spojrzalem bardziej w głąb rany i dostrzegłem, że kula nie przebiła jej skóry na wylot, ani nie utkwił tam żaden odłamek pocisku. To było jedyną pozytywną rzeczą. 
-Auuu.- syknęła.
-Wiem, że boli.
-No serio?- uniosla brwi i spojrzała na mnie zupełnie ironicznym wzrokiem.- czujesz się winny czy coś?
-Nie.- zaśmiałem się pod nosem.- sama tego chciałaś.
-Więc czemu teraz mi pomagasz?- oparła łokcie na kolanach.
-Takie rany się długo goją jeśli nie są oczyszczone, a nie chce, żebyś nabawiła się jakiegoś gówna, cokolwiek.
-Ha. Czy Bieber się o kogoś martwi?- zadrwiła.
-Taa, o Ciebie, pasuje?- uniosłem brwi mówiąc to w całkowitym sarkazmie.
-Doprawdy interesujące.- pokiwała głową a ja kontynuowałem dezynfekowanie rany postrzałowej. Owinąłem jej ramię bandażem, wcześniej czyszcząc ranę.
-A to.- wyjąłem z kieszeni kulę, która ją postrzeliła ale nie została w jej ramieniu i wsunąłem jej w dłoń.- na pamiątkę. Mnie się słucha, zapamiętaj to sobie, bo następnym razem, będziesz martwa, skarbie.- zostawiłem ją samą w piwnicy, jednak zostawiając otwarte drzwi i wyszedłem na górę. Usiadłem na kanapie, wcześniej wyjmując z barku butelkę Jack'a Daniellsa i nalałem sobie do połowy szklanki. Rozłożyłem nogi na stole i popijałem alkohol, delektując się tym wspaniałym smakiem.

Sophie PoV

Powoli udałam się na górę, nadal trzymając dłoń na moim ramieniu. Nie bolało już tak, jak wcześniej, jednak nie było to nadal komfortowe. Po tym, gdy wsunął mi w dłoń tą kulę, zdębiałam. Zdaje mi się, że myliłam się co do Justina. Teraz to wiem. Jest niebezpieczny i nie zawaha się mnie zabić, jeśli coś pójdzie nie po jego myśli.
Niepewnym krokiem wkroczyłam do salonu i usiadłam na fotelu naprzeciwko Bieber'a.
-Co?- uniósł na mnie wzrok, odkładając szklankę na stół. Zapewne z jakimś alkoholem, czy coś, bo czułam odór tego świństwa.
-Nic.- mruknęłam i zaczęłam bawić się palcami a w środku mnie nadal buzowała niezwykła złość do niego, za to co mi zrobił.
-Kiedy mnie stąd wypuścisz?- mruknęłam nie odrywając wzroku od podłogi, po długiej chwili niezręcznej ciszy.
-Jeśli odwalisz jeszcze raz taki numer, to będę zmuszony trzymać cię dotąd, dopóki nie umrzesz śmiercią naturalną lub spełnisz jedno z moich oczekiwań.
-Jakich oczekiwań? Co masz na myśli?
-No nie wiem, pomożesz nam załatwić jednego faceta.
-Co?- parsknęłam nie wierząc w co powiedział.
-To co ci powiedziałem, ja nie wiem, czy ty jesteś glupia, czy udajesz, czy co?- parsknął.
-A kto to niby miałby być?- spytałam ciekawa tego, kim jest ten tajemniczy gość.
Justin skrzywił się.
-Facet, skrzywdził bliską mi osobę.- mruknął i pierwszy raz, pierwszy raz! od kilku dni mogłam wyczuć w jego głosie zmartwienie.- a jego brat wisi nam na ogonie, znają nasze sekrety i jeśli coś pójdzie nie tak, jestesmy w piekle.
-Praktycznie ty już w nim jesteś.- wzruszylam ramionami nie zważając na slowa, ktore wypowiedziałam.
-Wiem o tym, ale jeśli del Russo zawaha się wykorzystać naszą nieuwagę, to utkiwimy po kostki w tym gównie.
-Del Russo?!- podniosłam się z fotela i posłałam Justinowi złowrogie spojrzenie.

________________________________

witam witam, z 3 rozdziałem, jestem ciekawa co myślicie, co stało się Sophie ze tak zareagowała:D? czekam na przemyślenia w komentarzach i do zobaczenia wkrótce w 4 rozdziale! :) 

Aga xxx