piątek, 25 października 2013

Five



-To gdzie idziesz?- krzyknął za mną.
-Do domu. Muszę przeprosić ojca.-mruknelam wycierajac mokre policzki.
-Spotkamy sie jeszcze. Pamiętaj, ze to nie jest pożegnanie. Do zobaczenia.- mruknął i poszedł z powrotem na taras.
Narzucilam na siebie ciepły sweter, który miałam na dyskotece i kierowalam sie w stronę domu. Myślałam o tym wszystkim co wydarzyło sie dzisiaj.
Zwyzywalam swojego ojca.
Zostałam postrzelona.
Justin mnie pocałował.
A przede wszystkim zostałam porwana, nie byłam tą która chcieli porwać.
Tego było zdecydowanie za duzo. Niespodziewanie z moich oczu wypłynęły kolejne łzy. Ocieralam je idąc do swojego rodzinnego domu. Jeśli to można było nazwać rodzina.
 Byłam zasmucona faktem, ze zostałam wychowywana bez matki.
 Wiem, dopiero teraz o tym myślę, ale kiedyś musiałam. Matka nie interesuje sie mną. Ojciec jest moim opiekunem. Nigdy nie miałam tak jak inne dzieci, nigdy nie miałam prawdziwej rodziny.
Wkroczyłam na ulice, która prowadziła do mojego mieszkania i powoli szlam wzdłuż niej.
Minelam plac zabaw, na którym bawilam sie gdy byłam mała.
  Oh. Uwielbialam te czasy.
Wtedy wszystko było takie proste. Nie musiałam przejmować sie tym, co zastane następnego dnia.
Czy zobaczę znowu czyjeś martwe ciało w salonie, czy nie.
Od małego wiedziałam czym są morderstwa, zabójstwa, broń i inne niebezpieczne rzeczy i zachowania. W moim życiu gościło przestępstwo a sama świadomość o tym, ze popełniał je ktoś bliski, dobijala mnie.
Zylam z dnia na dzien w strachu czy akurat dzisiaj do mojego domu nie wkroczy oficer policji i zabierze mojego ojca albo Rodgera. Zostalabym wtedy sama. Także perspektywa dorosłego życia mnie przerazala. Nie wyobrażałam sobie siebie, kiedyś u boku mężczyzny i gromadki dzieci wokoło. To było idiotyczne, jednak, tak tego sie bałam. Bałam sie i nadal boje ze popelnie jeden z błędów moich rodziców, zwiąże sie z kimś nieodpowiednim, który kiedys mnie zostawi, jako cierpiące gówno, które nie będzie moglo pogodzić sie ze strata ukochanego i koncowo skończy siedem kroków pod podłożem ziemi.
Byłam inna i zdawałam sobie z tego sprawę.
Otworzylam powoli drzwi. Nie byłam pewna co ujrze za nimi. Wolnymi krokami szlam w stronę salonu, który był w centralnej czesci domu. Zauważyłam jak ja skórzanej kanapie siedzi mój ojciec, wpatrzony w telewizor a na stole naprzeciwko stała puszka piwa. Przelknelam sline i usiadlam szybkim ruchem na kanapie.
-Tato..
On odwrócił sie do mnie i spojrzal w moje oczy.
-Przepraszam.
-Wiesz za co przepraszasz?
-Wiem.- zacisnęłam wargi w cienką linię.- zachowałam sie do Ciebie tak, jakbyś był winny, a ty sie martwiłes. Jestem beznadziejna.
-Nie jestes, każdy z nas popełnia błędy, jednak musisz zrozumieć, ze to mnie zabolalo, bo usłyszałem te słowa od swojej wlasnej córki, czego się nie spodziewałem.
-Wiem tato, zawiodłam.
-Nie obejdzie się bez konsekwencji, więc masz zakaz wychodzenia gdziekolwiek ze znajomymi, a szczególnie na imprezy.
Pokiwalam głową.
-Rozumiem. Mogę już iść?
-Nie, czekaj, opowiedz mi jak zostałaś postrzelona.
I teraz zaczęły sie schody
. Rozpoczelam moja historyjkę od banalnych kłamstw aż potem doszlam do Justina, gangu i tak dalej. Czułam sie zle, nawet bardzo zle oklamując ojca, ale co mogłam zrobić? Chciałam żyć spokojnie jednocześnie uwalniajac sie od problemów z gangiem Biebera.

Po moim pięknym wywodzie aktorskim udałam się na górę, do swojego pokoju. Od razu weszlam do łazienki, która miałam przyłączoną do swojej sypialni, ściągnęłam ubrania, które nosilam przez ostatnie 3 dni i wkroczyłam pod prysznic. Odkreciłam galkę, która powodowała, ze woda była ciepła i krople cieczy splynely po moim ciele, jednocześnie sprawiając, że czułam się lepiej, czułam sie czysta i niewinna. Wycisnęłam na dłoń trochę mojego ulubionego zelu pod prysznic, którego truskawkowy zapach rozniosł sie po pomieszczeniu i wmasowałam w skórę, końcowo woda zmyla jego resztki, a ja wyszłam spod prysznica na zimne kafelki i okryłam się puszystym ręcznikiem. Wcześniej jednak nakleilam nowy opatrunek na ranę postrzałową. Stanęłam przed komodą i wyjelam z niej biały tshirt w dekolt w serek i jasne, dopasowane jeansy. Założyłam bieliznę i ubranie a włosy związałam w wysoką kitkę.
Włączylam laptopa i usiadlam z nim na łóżku. Sprawdziłam czy dzieje sie coś ciekawego, kto z kim i dlaczego i tak dalej.
-O.- powiedziałam do siebie przypominając sobie cos.
Wpisałam w wyszukiwarkę Justin Bieber i wyskoczyło mi ponad 100 wyników

"Niebezpieczne gangi w mieście."


"Nastoletni przestępcy, 18- letni Justin B ,znany jako jeden z Angelsów, został zauważony w jednym ze sklepów, kiedy zabierał stamtąd dużą sumę pieniędzy. Policja zajęła sie sprawa i skierowała ją do sądu."


"Oto chłopak, który wygrał jeden z konkursów talentów!"


-Co?- wyrwało się z moich ust.- jaki konkurs talentów, co do cholery?
Przejechałam kursorem w dół i otworzyłam stronę, która przykuła moją uwagę. Na pierwszym zdjęciu był jakiś czarnoskóry chłopak, przejechałam dalej, aż zobaczyłam fotografię, na której był wtedy 12- latek.

"Justin Bieber, zdobywca nagrody i pierwszego miejsca w konkursie ogólnokrajowym, na najlepsze wykonanie piosenki artysty Ne-Yo. 12- latek zachwycił Jury swoim idealnym glosem, który pasuje do rodzaju R&B. Liczymy, ze wygra coraz wiecej konkursów i zajdzie daleko w życiu."


Otworzyłam szeroko oczy nie wierzac, ze to przeczytałam. Jak chłopak, który wygrał konkurs ogólnokrajowy, stoczył sie tak nisko? Zdumienie wypełniło każdą cząstkę mojego ciała. To było niemożliwe.


Justin's PoV

Usiadłem na kanapie i wpatrywałem się w telewizor. Dałem jej odejść.
A co jeśli zbuntuje się i powie coś policji? Nie dopuszczałem do siebie że coś takiego może się stać. Bała się mnie i nie zrobiłaby takiego czegoś. Chyba że..
-Bieber, czy ty ją wypuściłeś?- Chris zszedł po schodach i zajął miejsce obok mnie.
-A co miałem zrobić? I tak byliśmy już na celowniku tych debili.
-Mogła mu powiedzieć.
-Nie powiedziała, jestem pewny.
-Nie możesz być pewny bo to tylko mała kurwa, która papla w tą i tamtą.- mruknął kładąc nogi na stół.
-Wtedy zobaczy, że mogła z nami uważać, a nie.-wzruszyłem ramionami.
-Ale przyznaje, była niezła.- uśmiechnął się i zagryzl wargi
-Niestety za święta.- pokreciłem głową.
Wtedy gdy zobaczyĺem ją w samej bieliźnie, miałem ochote ją przelecieć. Nie mogłem się doczekać momentu kiedy dotknę jej ciepłej skóry, a ona wyda z siebie jęk zadowolenia, kiedy dotknę ustami jej napietego ciała albo gdy wepchnę język w jej malinowe usta. O jezusie. Ale to byly moje fantazję, a do tego nie doszloby. Nie dała mi się dotknąć, a ja nie lubię robic czegoś na siłę. Nie jestem przyzwyczajony, kiedy musze zmuszać dziewczynę do seksu ze mną, wolę słyszeć jej krzyk rozkoszy niż bólu i strachu.
Była piękna.
To wiemy wszyscy. Ale.. nie była moja, jednak to kwestia czasu. Była wkurwiająca, bardzo, z resztą, do tego stopnia, że musiałem ją uciszyć, strzelając.
Cholera, czemu ja o niej myślę?
Wywróciłem oczami i wróciłem do konwersacji z Chrisem.
-Więc nasz plan sie nie powiódł..
-Masz pomysl na inny?- spytał.
-A wiesz, ze.. tak.- odpowiedzialem mu.- zaatakujemy wtedy, nawet gdy się tego nie będą spodziewali. Musimy odebrać im narokotyki, naszą broń, którą ostatnio zabrali a przede wszystkim pieniądze i zakończyć tą sprawę raz na zawsze.
-A dziewczyna?
-Dziewczyna.. hymm.. jak myślisz?
-Zostaje z tobą.
-Bingo! Brawo stary.- klepnąłem go w kark i wstałem powoli podchodząc do kuchni i nalałem sobie soku do szklanki. Wypiłem go duszkiem i wróciłem na kanapę.
-Justin, z tego co wiem jutro jest poniedziałek i tak nie ma mówienia, że nie idziesz, bo znowu cię wyleją, jutro idziesz do szkoły.- do salonu wszedł Luke.
-Ale..
-Idziesz do tej jebanej szkoły bo inaczej wyślą cię do poprawczaka, chłopie!
Wywróciłem oczami i poszedłem do siebie, kopnąłem w łóżko i potem na nie opadłem. Po co mam chodzić do tej pierdolonej insty.. zaraz.. Sophie chodzi do tej samej szkoły. Uśmiechnąłem się i ułożyłem ręce za głowę.
Zdobędę ją za wszelką cene.
Będzie moja.
Jestem tego pewny.

___________________________________

NOH8! 
nienawidzę siebie :c




9 komentarzy: